Gershom Sholem – Mistycyzm Żydowski i jego główne kierunki” – fragment rozdziału Abraham Abulafia

 Fragment  opisujący doświadczenie ekstatyczne Abrahama Abulafii

DSC03567 foto: maj 2013 rok – Izrael – Uniwersytet Hebrajski – wejście do biblioteki Gershoma Sholema

„(…) Mówiłem do siebie: tu możesz tylko zyskać, a nie stracić, poczekam więc, jeśli znajdę w tym coś dobrego, to czysty zysk dla mnie. Jeśli nic już więcej z tego nie będzie, i tak przecież coś już zdobyłem i to będzie moje. Poddałem się  więc, a on wyuczył mnie metody permutacji i kombinacji liter, a także mistyki liczb i innych dróg Sefiriot. Każdą z tych dróg kazał mi podążać przez dwa tyg. póki nie wyryła się w mym sercu każda forma. W ten sposób prowadził mnie przez bite 4 miesiące, potem zaś polecił mi wszystko wymazać. Mawiał do mnie tak:  -Synu nie to jest naszym celem, byś poprzestawał na jakiejś formie skończonej, czy określonej, nawet gdyby była najwyższej rangi. Masz raczej podążać drogą Imion, im bardziej są one niezrozumiałe, tym wyższa jest ich ranga, także wreszcie zacznie w tobie skutecznie działać moc, już nie przez ciebie kontrolowana, raczej kontrolująca twój rozum i myślenie. Odpowiadałem: – Jeśli rzecz ma się tak, że wszelkie obrazy duchowe i zmysłowe muszą zostać wymazane, to dlaczego panie piszesz książki, w kt metody przyrodnika łączysz z pouczeniami względem  Świętych Imion? On odpowiadał: – robię to z myślą o tobie i Tobie podobnych uczniach  -adeptach filozofii. Po to by naturalnymi środkami pobudzić wasze ludzkie rozumy, bo może taki sposób przynęci was do zgłębiania wiedzy o świętych Imionach. I pokazał mi książki w całości złożone z kombinacji liter i imion oraz z liczb mistycznych – Gematriot, z kt nikt nigdy nic nie zrozumie, bo też nie są one po to, by je rozumieć. I rzekł mi : Oto nieskażona droga Imienia.  I zaprawdę, nic z  tego wszystkiego nie chciałem wiedzieć, gdyż mój rozum tego nie przyjmował. On powiedział: – Bardzo głupio zrobiłem żem Ci to pokazał. Wkrótce potem, w dwa miesiące później, gdy moja myśl wyzwoliła się z wszystkiego, co materialne, i uświadomiłem sobie, że coś dziwnego dzieje się we mnie. Którejś nocy postanowiłem zająć się łączeniem z sobą Liter, a potem medytować nad nimi metodą filozoficzną, nieco inaczej niż zwykle robię to teraz. I tak robiłem przez 3 noce, nic mu nie mówiąc. Trzeciej nocy, gdy już północ minęła, trochę się zdrzemnąłem z piórem w dłoni i papierem na kolanach. Wtedy spostrzegłem, że świeca lada chwila zgaśnie. Wstałem więc aby ją oporządzić tak jak to zwykle czyni człowiek na jawie. I zobaczyłem, że światło nadal płonie. Byłem bardzo zdziwiony. Ale sprawdziwszy dokładniej, przekonałem się, że światło wychodzi ze mnie samego. Powiedziałem: – nie wierzę w to. Chodziłem tu i tam po całym domu, ale rzecz zdumiewająca – światło chodziło wraz ze mną. Położyłem się do łóżka, przykryłem całkowicie, ale to światło było ze mną przez cały czas. Powiedziałem:  – Oto zaiste wielki znak i coś dla mnie zupełnie nowego. Nazajutrz powiedziałem o tym mojemu nauczycielowi pokazując mu karty, całkowicie pokryte kombinacjami Liter. Pogratulował mi  i rzekł:- Synu jeśli poświęcisz się kombinowaniu Świętych Imion, doświadczysz rzeczy jeszcze większych, teraz jednak musisz przyznać, że nie możesz już porzucić sporządzania tych kombinacji, zajmij się nimi teraz po połowie. Przez pół nocy łącz ze sobą litery, a przez 2 pół zamieniaj je miejscami. Praktykowałem te metodę przez jakiś tydzień. W 2 tygodniu, potęga mej medytacji tak się wzmogła, że ledwo nadążałem z zapisywaniem kombinacji Liter, jakie automatycznie cisnęły mi się pod pióro, tak, że nawet 10 ludzi nie potrafiłoby zapisać tylu kombinacji ile mnie napływało do głowy. Wreszcie, gdy którejś nocy owładnęła mnie ta siła, a północ czas, kiedy ta siła szczególnie wzbiera, ciało zaś słabnie – już przeminęła, zabrałem się do permutowania i kombinowania wielkiego Imienia Bożego składającego się z 72 liter, po chwili jednak litery urosły w mych oczach do wielkości potężnych gór, ciało me ogarnęło silne drżenie, także nie mogłem się opanować, włosy zjeżyły mi się na głowie i miałem wrażenie jakbym był na innym świecie. Runąłem na podłogę i siły opuściły mnie zupełnie. Ale o to coś na kształt słów wypłynęło z mego serca, dotarło do warg i zmusiło je do ruchu. Pomyślałem: czyżby? Boże uchowaj! Zagnieździł się we mnie duch obłędu? wszelako nie – to była czysta Mądrość. Powiedziałem:- za prawdę to jest Duch Mądrości. Po krótkiej chwili odzyskałem naturalną siłę podniosłem się b. osłabiony, lecz nadal nie wierzyłem, i jeszcze raz jak wprzódy zająłem się Świętym Imieniem i stało się ze mną to, co przedtem. Lecz nie wierzyłem nadal, pókim nie powtórzył tego ze 4, 5 razy. Wstawszy nazajutrz opowiedziałem o wszystkim memu nauczycielowi, a ten rzekł do mnie: – A któż ci pozwolił tykać się Imienia?! czyż nie powiedziałem, że możesz tylko przestawiać litery? To, co ci się przydarzyło, właściwe jest tylko prorokom b. wysokiego stopnia!  Chciał mnie od tego uwolnić, widział, bowiem, że moja twarz jest odmieniona. Ja jednak rzekłem do niego: – W Imię Niebios, raczej zechciej użyczyć mi jakiejś mocy bym mógł zapanować nad siłą wypływająca z mego serca i wchłonąć ją w siebie. Otóż pragnąłem tę siłę przyciągnąć do siebie tak, by się wlała we mnie, by była niczym tryskające źródło, które napełnia wodą wielki zbiornik. Gdyby człowiek nieprzygotowany do tego odpowiednio otworzył śluzy utonąłby w tej wodzie i wyzionął ducha. Mistrz powiedział: – Synu takiej mocy może ci udzielić tylko Bóg, człowiek nie jest w siłach tego zrobić. Owej nocy szabatowej ta siła również działała we mnie w równie podobny sposób już przez 2 pełne doby nie mrużąc oka medytowałem nad permutacjami liter, ale również nad głównymi zasadami rządzącymi poznaniem prawdziwej rzeczywistości ,tudzież usuwaniem wszytskiego co zewnętrzne, gdy wtem otrzymałem 2 znaki świadczące o właściwym otwartym nastawieniu mego Ducha. Pierwszym było spotęgowanie się naturalnego myślenia o głębokich problemach wiedzy, osłabienie ciała i umocnienie Duszy. Także w końcu stałem się bez reszty Duszą,. 2 znakiem było to, że silnie wezbrała we mnie wyobraźnia i zdało mi się, że mój mózg wnet się rozpęknie. Wówczas byłem już pewien, że byłem gotów do przyjęcia Imienia. I w rzeczy samej tejże nocy szabatowej, poważyłem się medytować o niewyrażalnym imieniu boga J-H-V-H, gdym tylko jednak tknął się Go, osłabłem, a jakiś głos wybiegł ze mnie: – Z pewnością umrzesz, nie będziesz żyć! Któż ci pozwolił się dotknąć Wielkiego Imienia. I oto zaraz upadłem na twarz błagając Boga:  – Władco świata, znalazłem się w tym miejscu jedynie ze względu na Niebiosa, w czystej intencji – jak Twoja wspaniałość o tym wie. W czym zgrzeszyłem? Jakie przykazanie naruszyłem?, chodziło mi tylko o poznanie Ciebie, czyż nie Dawid polecił Salomonowi: – Poznaj Boga swego Ojca i służ mu. I czyż nauczyciel nasz Mojżesz – niech pokój będzie z Nim- nie objawił nam w Torze: – Pokaż mi teraz Twoją drogę abym Cię poznał i bym znalazł łaskę przed Twoim obliczem. I oto, gdym jeszcze mówił, od stóp do głów namaścił mnie olej, podobny olejowi namaszczenia z dzisiejszego pisma i pochwyciła mnie ogromna radość , tak uduchowiona , słodka i czarowna, że wprost opisać jej niepodobna. Wszystko to przydarzyło się twemu słudze u samego początku. A opowiadam o tym – Bóg mi świadkiem, nie, aby się chełpić i wydać wielkim w oczach pospólstwa, bo dobrze wiem, że wielkość to w oczach pospólstwa wada, a marność dla tych co zabiegają o wyższą doskonałość, która w rodzaju gatunku tak się różni od pospólstwa jak światło od mroku.(…)”