Przewodnik Błądzących Majmonidesa czytany na blokowisku nocną porą

 [Ta miniatura przedstawia autentyczną sytuację z życia codziennego, zawiera oryginalne cytaty]

„ Jako, że poprzedni atrybut, czyli (wenake lo jenake)oznacza: „nie zniszczy całkowicie” ( a nie: „ w żadnym razie nie oczyści winnych”), porównaj: „ a spustoszona na ziemi siedzieć będzie” (Jsz 3,26). Gdy mowa o tym, że Bóg ześle karę za niegodziwość ojców na synów, chodzi jedynie o grzech bałwochwalstwa, o żaden inny”

Jak to bywa w osiedlowej aurze, najpiękniejsze są późne wieczory, kiedy wszyscy już śpią i nastaje kojąca dla człowieka Cisza. Niestety osiedla blokowisk mają to do siebie, że w przeciągu dnia, a nawet czasami do późnego wieczora  ciągle ktoś się wałęsa pod oknem, coś wykrzykuje, kłóci, samochody przyjeżdżają i odjeżdżają. Jednym słowem zgiełk i hałas. Ciężko w takich warunkach spokojnie i swobodnie funkcjonować, zrobić coś, przeczytać, czy zwyczajnie odpocząć. Dlatego chyba umiłowałam sobie najbardziej późne wieczory, kiedy gawiedź usypia w swoich M-3, a czasami jak liczniejsza rodzina to w M-4 – co na moim osiedlu jest zaiste rarytasem. Czasami też zdarza się, choć rzadko, że w nocy młodzi wracają do domu  z nowoczesnych dyskotek, gdzie muzyką przewodnią dla zabawy staje się nieznośne „umpa, umpa” i wożą się później w swoich samochodach z tą samą muzyką odkręconą na pełny regulator. Najciekawsze jest to, że z tego „umpa, umpa” nikt sobie nic nie robi, nikomu nie sprawia to kłopotu, że już o bólu głowy nie wspomnę… natomiast spokojne z natury mantry, czy muzyka klasyczna w głośnikach mojego „sprzętu grającego” – o ile tak można to nazwać, sprawia, że dostają spazmów i złośliwie wyłączają prąd. Czasami się nad tym zastanawiałam. Przecież czasy powinny mieć jakąś hierarchię, swoje prawa,  oraz specyfikę pokoleniową !, więc myślę nad tym z jakiej ja epoki jestem, skoro ludzie, przeszło pół wieku starsi ode mnie, trzęsą się na sam dźwięk Beethovena, a na rzeczone „umpa, umpa” podskakują radośnie swoimi kuprami… Cóż takie czasy, że teraz gatunek ludzki na wymarciu i nie ma to związku z wiekiem, a bardziej mentalnością i przejawem. A więc tak jak wspomniałam, noc bywa najradośniejszą częścią całego dnia. Są też takie rzeczy i czynności kt wykonuje z największa radością, rytualna kawa i papieros, oraz dobra książka. To sprawy dla mnie nader ważne, ponieważ pozawalają mi wyłączyć się  na moment z tego co mnie otacza. I tak właśnie, od roku nie rozstaję się z pewnym Rabinem, a człowiek to wyjątkowy, i niezwykle mądry. Towarzyszy mi i wskazuje na to, co jest najważniejsze. Prowadzi mnie przez meandry życia ku mądrości trzymając mocno za rękę i jestem spokojna, że idę właściwą drogą.  Rebe Mosze ben Majmon, bardziej znany jako Majmonides. Traktat swój dokończył w 1190 roku, a nazwano go Przewodnikiem Błądzących, co wcale nie wskazuje na to, że błądzący znaczy dosłownie to, co w języku dzisiejszym określa półgłówków albo ćwierćinteligentów. Rebe pokazuję drogę dla dociekliwych i inteligentnych ludzi, którzy chcą zobaczyć i pojąć na czym polega błąd w postrzeganiu Boga jako osoby. Traktat ten jest drogowskazem , dlatego trzymam Rebe mocno za rękę i ani mi się śni go puszczać. Tak więc idę z nim – przewodnikiem. I tak właśnie pewnej pięknej nocy, gdy czytałam słowa: „Mosze prosił Boga o to, aby dał mu wiedzę o Swoich atrybutach i aby wybaczył Swojemu narodowi. Kiedy został o tym zapewniony, poprosił o wiedzę na temat istoty Boga w słowach: „Ukaż mi proszę , Twoją Chwałę” (II 33,18). Wtedy otrzymał, odnośnie do swej pierwszej prośby: „Daj mi poznać Twoją Jedność w różnorodności Twoich dróg” następującą łaskawą odpowiedź: „Pokarzę Ci wszystkie [przejawy] Mojej dobroci” (II 33,19)” To w tej właśnie doniosłej chwili, gdy już zaczynałam poznawać sens tych słów, ciszę pod moim otwartym oknem (była to noc dość ciepła jak na zimę tej wiosny)  rozerwał i splugawił donośny rechot: „ UUUU huuuu wiedziałem BĘDĘ DUPCZYŁ MURZYNKĘ! O stary ale jazda ! będzie zajebiście, dała się foczka wyrwać, jestem BOGIEM!”-  i bulgot ze ścieków demona zniweczył doniosłą chwilę. Przyznam, starałam się nie zwracać na to uwagi, choć skunksy nadal się gromko podniecali, że „poznają smak murzyńskiej cipki”. [Dosłownie,  „citaty orgianalne”] Usiłowałam nadal spokojnie czytać: „Jednak odnośnie do drugiej prośby odpowiedziano mu: „ Nie będziesz mógł zobaczyć Mojej Obecności” (II 33,20). Ze słów: „Wszystkie [przejawy] Mojej Dobroci”, wynika iż Bóg obiecał pokazać mu całość stworzenia o którym zostało powiedziane: „ I wiedział Bóg, że wszystko co zrobił jest bardzo dobre” (I 1,31) Kiedy mówię: „pokazać mu całość stworzenia”, mam na myśli to, że Bóg obiecał sprawić, iż zrozumie on naturę wszystkich rzeczy, ich relacje pomiędzy sobą, i sposób w jaki są one rządzone przez Boga – i to zarówno odnośnie do Wszechświata jako całości, jak też każdego stworzenia w szczególności”. …lecz spoza okna bździło i furczało: „ o, ja pierdole, ale będzie zajebiście , wszystko z nią zrobię „ albo: „Stary, opowiesz jak było, one mają ponoć duże cycki… oooo stary ! na hiszpana też ją weź, ja cię nie pierdole”! Co prawda nie wiem, co miało znaczyć słowo „stary”, bo mają oni po 18-19. Już bez złości i trzaśnięcia oknem, pomyślałam:   „Bóg naprawdę ma niezłe poczucie humoru” , a że było już bardzo późno, spojrzałam na Przewodnik, podziękowałam Rebemu za „wyjaśnienia i wskazówki” – cokolwiek to oznacza. I usnęłam spokojnie, o tak, usnęłam.

UJ_Koziorożec
 ©artofmag Jayanti
 
 
 
 
 

„Ja Jestem Tym” – Nisargadatta Maharaj

Fragmenty owe pochodzą z książki  „Ja Jestem Tym”

Nisargadatta Maharaj- ur. 17 kwietnia 1897 – 08 września 1981 w Bombaju.Był jednym z Duchowych  Nauczycieli  Indii. Podobnie jak Sri Ramana Maharishi i Jiddu Krishnamurti podążał Drogą Wedanty.

 

 

Nisargadatta Maharaj.

Fragmenty z książki Nisargadatty Maharaja Ja Jestem Tym.
zestawione i zedytowane przez Miguela-Angela Carrasco

Numery po cytatach odnoszą się do stron edycji Chetana (P) Ltd, Bombaj, 1992. Cel: Wyzwolenie poprzez Samo-Realizację.

Ewangelia samo-realizacji.

 

Idea oświecenia jest najwyższej wagi. Sama wiedza, że istnieje taka możliwość zmienia całkowicie czyjś punkt widzenia. To działa jak paląca się zapałka w stożku siana. Iskra prawdy może wypalić górę kłamstw. Już samo słyszenie o tym jest obietnicą oświecenia. (100-101)

Możliwość staje się pewnością, gdy koncepcja oświecenia pojawia się w umyśle. Gdy raz żywa istota usłyszała i zrozumiała, że wybawienie jest dostępne, ona nigdy o tym nie zapomni, gdyż to jest pierwsza wiadomość od wewnątrz. Ona zakorzeni się i będzie rosła, i po pewnym czasie przyjmie błogosławiony kształt Guru.(275)

Ewangelia samo-realizacji, gdy raz usłyszana, już nigdy nie zostanie zapomniana. Jak nasiono pozostawione w ziemi, ona będzie czekać na właściwy sezon, i wykiełkuje i urośnie w wielkie drzewo. (182)

Już samo zastanawianie się nad moimi słowami i próbowanie uchwycenia ich pełnego sensu jest sadhaną dość efektywną przy niszczeniu muru.(192)

Całe twoje dążenie i dochodzenie, szukanie przyjemności, kochanie i nienawidzenie – wszystko to pokazuje, że walczysz z ograniczeniami, samo-nałożonymi lub zaakceptowanymi. W twojej ignorancji robisz błędy i wyrządzasz ból sobie i innym, ale ten impuls tam jest i nie powinien być zaprzeczany. Ten sam impuls, który pragnie narodzin, szczęścia i śmierci, będzie szukał zrozumienia i wyzwolenia. To jest jak iskra ognia na statku z bawełną. Ty możesz nie wiedzieć o tym, ale wcześniej czy później statek wybuchnie ogniami. Wyzwolenie jest naturalnym procesem i długoterminowo jest nie do uniknięcia. Ale jest wewnątrz twej siły przyniesienie go do teraz. (474)

Bez tego [samo-realizacji], będziesz pochłonięty pragnieniami i obawami, powtarzając je bezsensownie w nieskończonym cierpieniu. Większość ludzi nie wie, że może istnieć koniec bólu. Ale gdy raz usłyszysz dobre wieści, oczywiście wyjście poza cały trud i walkę jest najpilniejszym zadaniem jakie może być. Ty wiesz, że możesz być wolny i teraz to zależy od ciebie. Albo wiecznie pozostaniesz głodny i spragniony, tęskniący, szukający, chwytający, trzymający, wiecznie tracący i smucący się lub wyjdziesz z pełnym sercem w poszukiwaniu stanu bezczasowej perfekcji, do którego nic nie może być dodane, od którego nic nie może być zabrane. W nim wszystkie pragnienia i obawy nie są obecne, nie dlatego że się je odłożyło, ale ponieważ one straciły swój sens. (331)

Wiedzieć, że znane nie może być mną lub moje jest wyzwoleniem. Wolność od samo-identyfikacji z układem wspomnień i nawyków, stan bycia zauroczonym nieskończonym bogactwem bycia, jego niewyczerpanej kreatywności i totalnej transcendencji, absolutnej wolności od strachu narodzonej przy realizacji iluzoryczności i przemijalności każdej modalności świadomości – przepływ z głębokiego i niewyczerpanego źródła. Znać źródło jako źródło i pozór jako pozór i siebie jako tylko źródło jest samo-realizacją. (395)

Postęp może być w przygotowaniu (sadhana). Realizacja jest nagła. Owoc dojrzewa powoli, ale opada nagle i bezpowrotnie. (332)

Przygotowanie jest stopniowe, sama zmiana jest nagła i kompletna. Stopniowa zmiana nie zabiera cię do nowego poziomu świadomego bycia. Ty potrzebujesz odwagi aby oddać się. [Jeśli ci brakuje odwagi] to dlatego, że nie jesteś w pełni przekonany. Pełne przekonanie generuje zarówno pragnienie, jak i odwagę.

I medytacja jest sztuką osiągnięcia wiary poprzez zrozumienie. W medytacji ty przyjmujesz nauki, we wszystkich ich aspektach i wielokrotnie, aż dopóki z jasności rodzi się pewność i z pewnością działanie. Pewność i działanie są od siebie nieoddzielne. (492)

Nie ma kroków w samo-realizacji. Nie ma w niej niczego stopniowego. Ona dzieje się nagle i jest nieodwołalna. Obracasz się do nowego wymiaru, z którego to patrząc te dawne są czystymi abstrakcjami. Tak jak podczas wschodu słońca widzisz rzeczy takimi jakimi są, tak przy samo-realizacji widzisz wszystko tak jak jest. Świat iluzji jest pozostawiony z tyłu. (331)

Dla niektórych realizacja nadchodzi niedostrzegalnie, ale w pewien sposób oni potrzebują przekonania. Oni się zmienili, ale nie zauważają tego. Takie nie-spektakularne przypadki są często najbardziej godne zaufania. (291)

Doświadczenie [samo-realizacji] jest unikalne i nieomylne. Ono nagle opadnie na ciebie, kiedy przeszkody są oddalone w pewnym stopniu. To jest jak pęknięcie postrzępionej liny. Twoja praca jest przy nitkach. Pęknięcie musi się wydarzyć. Ono może być opóźnione, ale nie powstrzymane. (502)

Wszystko powróci, ani jedna dusza (jiva) nie zostanie stracona. (377)

Przez pewien czas, mentalne nawyki mogą pozostawać pomimo nowej wizji, nawyk dążenia do nieznanej przeszłości i obawiania się nieznanej przyszłości. Kiedy wiesz, że one są tylko w umyśle, możesz wyjść poza nie. (509)

[Kiedy umysł odchodzi] pozostaje pustka, pozostaje świadomość, czyste światło świadomego bycia pozostaje. To jest jak zapytanie co pozostaje z pokoju, gdy wyniesie się wszystkie meble. Pozostaje najbardziej służący pokój. I kiedy rozłoży się nawet mury, pozostaje przestrzeń. Poza przestrzenią i czasem pozostaje rzeczywistość tutaj i teraz. (423)

Ty rozpoznasz, że powróciłeś do swojego naturalnego stanu przez całkowity brak pragnienia i strachu. W końcu, w korzeniu całego pragnienia i strachu jest uczucie nie bycia tym czym jesteś. Tak samo jak wybity staw boli tak długo jak jest nie w swoim normalnym kształcie i zapomina się o nim jak tylko zostanie naprostowany, tak wszystkie samo-zamartwiania są symptomem mentalnego zniekształcenia, które znikają jak tylko ktoś jest w swoim normalnym stanie. (332)

[Przy realizacji] to, co nie może się zmienić, pozostaje. Wielki spokój, głęboka cisza, ukryte piękno rzeczywistości pozostaje. Podczas gdy ono nie może być uchwycone w słowa, ono czeka na ciebie, abyś tego sam doświadczył. (476)

Wtedy, nawet w ciele, ty nie jesteś narodzony. Bycie ucieleśnionym lub bez ciała jest tym samym dla ciebie. Ty dochodzisz do punktu, gdy nic nie może ci się stać. Bez ciała, ty nie możesz być zabity; bez posiadłości, nie możesz być obrabowany; bez umysłu nie możesz być oszukany. Nie ma punktu, w którym pragnienie strachu mogłoby się przyczepić. Tak długo jak żadna zmiana nie może ci się przytrafić, co jeszcze ma znaczenie? (469)

Przy realizacji czujesz się pełen, spełniony, wolny od kompleksu przyjemność-ból, a jednak nie zawsze zdolny do wyjaśnienia co się stało, dlaczego i jak. Ty możesz to tylko ująć w negatywne sformułowanie: „Już nic nie jest ze mną nie w porządku.” Tylko przy porównaniu z przeszłością ty wiesz, że już wyszedłeś z tego. Poza tym, ty jesteś po prostu sobą. Nie staraj się przenosić tego innym. Jeśli możesz, to wtedy nie jest realna rzecz. Bądź cicho i obserwuj jak to się wyraża w działaniu. (332)

Ktoś oświecony (dźnani).

Jakoś to było bardzo proste i łatwe w moim przypadku. Mój guru, zanim zmarł, powiedział mi: „Wierz mi, ty jesteś Najwyższą Rzeczywistością. Nie wątp w moje słowa, weź je za prawdę. Ja mówię ci prawdę, działaj zgodnie z nią.” Ja nie mogłem zapomnieć jego słów i poprzez nie zapominanie, zrealizowałem. Gdy raz guru mi powiedział: „Ty jesteś Najwyższą Rzeczywistością”, ja zaprzestałem mieć wizje i transy, i stałem się bardzo cichy i prosty. Odkryłem, że pragnę i wiem coraz mniej, dopóki mogłem powiedzieć w całkowitym osłupieniu: „Ja niczego nie wiem, ja niczego nie chcę.” (390-1)

Nie byłem oszukany, to wszystko. Zwykłem tworzyć świat i go zamieszkiwać. Teraz już tego nie robię. [Teraz mieszkam] w pustce poza byciem i nie-byciem, poza świadomością. Ta pustka jest również pełnią; nie współczujcie mi. Umysł przestał wytwarzać wydarzenia. Prastare i nieprzerwane poszukiwanie zatrzymało się – nie chciałem niczego, nie oczekiwałem niczego, nie akceptowałem niczego jako moje własne. Nie było już „mnie”, abym mógł walczyć. Nawet nagie „ja jestem” odpłynęło. Inną rzeczą, którą zauważyłem było to, że straciłem moje wszystkie nawykowe pewności. Wcześniej byłem pewien tak wielu rzeczy, teraz nie jestem pewien niczego. Ale czuję, że niczego nie straciłem przez nie-wiedzę, ponieważ cała moja wiedza była fałszywa. Moja nie-wiedza była sama w sobie wiedzą faktu, że cała wiedza jest ignorancją, że „ja nie wiem” jest jedynym prawdziwym stwierdzeniem, które umysł może zrobić. (392)

Poprzez niestrudzone patrzenie stałem się dość pusty i przy tej pustce wszystko wróciło do mnie z wyjątkiem umysłu. Odkryłem, że straciłem umysł nieodwołalnie. Nie jestem ani świadomy ani nieświadomy, jestem poza umysłem i jego różnymi stanami i kondycjami. Rozróżnienia są stworzone przez umysł i odnoszą się tylko do umysłu. Ja jestem samą czystą Świadomością, nieprzerwaną uwagą wszystkiego, co jest. Ja jestem w bardziej realnym stanie niż twój. Jestem nieporuszony rozróżnieniami i oddzieleniami, które składają się na osobę. Tak długo jak istnieje ciało, ono ma swoje potrzeby jak każde inne, ale mój mentalny proces się zakończył. Moje myślenie jak moje trawienie jest nieświadome i celowe. Ja nie jestem osobą w twoim sensie tego słowa, choć mogę się tobie ukazywać jako osoba. Ja jestem nieskończonym oceanem świadomości, w którym wszystko się dzieje. Jestem również poza całym istnieniem i postrzeganiem, czystą błogością bycia. Nie ma niczego, co czuję jako ode mnie oddzielone, więc jestem wszystkim. Żadna rzecz nie jest mną, więc ja jestem niczym. Życie ucieknie, ciało umrze, ale to nie wpłynie na mnie w najmniejszym stopniu. Poza przestrzenią i czasem ja jestem, bez przyczyny, nie powodujący, jednakże będąc samą matrycą istnienia. (221-2)

Gdy zdałem sobie sprawę, że jestem z, a jednak poza światem, stałem się wolny od całego pragnienia i strachu. Ja nie wydedukowałem, że powinienem być wolny, ja odkryłem, że jestem wolny, niespodziewanie, bez najmniejszego wysiłku. Od tego czasu pozostała ze mną ta wolność od pragnienia i strachu. Kolejną rzeczą, którą zaobserwowałem było to, że nie musiałem czynić wysiłku; uczynki postępują za myślą, bez opóźnienia i konfliktu. Również odkryłem, że myśli stają się samo-spełniające; rzeczy znajdywały się na miejscu płynnie i odpowiednio. Główna zmiana była w umyśle; on stał się nieruchomy i cichy, odpowiadający szybko, ale nie powielający odpowiedzi. Spontaniczność stała się sposobem życia, rzeczywiste stało się naturalne i naturalne stało się rzeczywistym. I przede wszystkim, nieskończone ciepło, miłość, ciemność i cisza, emanująca we wszystkich kierunkach, uściskająca wszystko, powodująca, że wszystko jest interesujące i piękne, znaczące i pomyślne. (269)

Osoba jest tym, czym wydaje się być dla innych osób. Dla siebie, jestem nieskończonym rozszerzeniem świadomości, w której wiele osób się wyłania i znika w sukcesji bez końca. (528) Osoba, „ja jestem tym ciałem, tym umysłem, tym łańcuchem wspomnień, tym zlepkiem pragnień i obaw” znika, ale coś, co mógłbyś nazwać tożsamością pozostaje. To pozwala mi stać się osobą, kiedy to jest wymagane. (488)

Nic nie sprawia mi kłopotu. Ja nie oferuję oporu wobec kłopotów – stąd one nie pozostają ze mną. Na twojej stronie jest tyle kłopotów. Na mojej nie ma w ogóle kłopotów. Przejdź na moją stronę. (192)

To, co jest dodane do pamięci nie jest łatwe do pozbycia się. Ale to z pewnością może być zrobione i w rzeczywistości ja to robię cały czas. Jak ptak na swoich skrzydłach nie pozostawiam śladów. (399)

Świat jest jak kartka papieru, na której coś jest napisane. Czytanie i znaczenie będzie się różniło przy innych czytelnikach, ale papier jest stałym faktorem, zawsze obecnym, rzadko postrzeganym. Kiedy taśma od maszyny do pisania jest wyrzucona, wklepywanie nie pozostawia śladów na papierze. Taki jest mój umysł – wrażenia ciągle powstają, ale nie ma żadnych śladów. (225)

Twój świat jest przejściowy, zmienny. Mój świat jest perfekcyjny, niezmienny. Ty możesz mi powiedzieć co lubisz w twoim świecie – ja będę słuchał uważnie, nawet z zainteresowaniem, jednak ani przez chwilę nie zapomnę, że twojego świata nie ma, że ty marzysz. W moim, słowa i ich zawartość nie mają bytu. W twoim świecie nic nie pozostaje, w moim nic się nie zmienia. Mój świat jest realny, podczas gdy twój jest zrobiony z marzeń. Mój świat nie ma charakterystyki, przez którą mógłby być identyfikowany. Ty nie możesz niczego o tym powiedzieć. Moja cisza śpiewa, moja pustka jest pełna, niczego mi nie brakuje. W twoim świecie ja wyglądam tak [z imieniem i kształtem, odgrywając świadomość i aktywność]. W moim ja mam tylko bycie. Nic innego. Ja jestem moim światem. Mój świat jest mną. On jest całkowity i perfekcyjny. Ja niczego nie potrzebuję, nawet nie siebie, gdyż siebie nie mogę stracić. W twoim świecie ja byłbym najbardziej nieszczęśliwy. Budzić się, jeść, mówić, znowu spać – co za zawracanie głowy! (79-81)

Nic nigdy mi się nie przytrafia. Istnieje coś niezmiennego, nieruchomego, nieporuszonego, jak skała, nienaruszalnego; solidna masa czystego bycia-świadomości-błogości. Ja nigdy nie jestem poza tym. Nic nie może mnie z tego zabrać, żadna tortura, żadna klęska. (191)

[Moja kondycja jest] absolutnie trwała. Cokolwiek mogę robić, to pozostaje jak skała – nieruchome. Gdy raz przebudziłeś się do rzeczywistości, ty w niej pozostajesz. To jest samo-ewidentne, a jednak poza wszelkim opisem. (192)

Wszystkie trzy stany [czuwania, snu, marzeń sennych] są dla mnie snem. Mój stan przebudzenia jest poza nimi. Kiedy patrzę na was, wy wszyscy wydajecie się być we śnie, śniąc wasze własne światy. Ja jestem świadomy, gdyż ja niczego sobie nie wyobrażam. To nie jest samadhi, które jest rodzajem snu. To jest stan nienaruszony przez umysł, wolny od przyszłości i przeszłości. W twoim przypadku to jest zniekształcone przez pragnienie i strach, przez wspomnienia i nadzieje; w moim przypadku to jest tak jak jest – normalnie. Bycie osobą to bycie we śnie. (453)

Świat umysłu i materii, imion i kształtów, trwa dalej, ale to nie ma już dla mnie znaczenia. To jest jak posiadanie cienia. On tam jest, następujący za mną gdziekolwiek idę, ale nie utrudniający mi niczego. To pozostaje jako świat doświadczeń, ale nie nazw i form odnoszących się do mnie poprzez pragnienia i obawy. Doświadczenia są bez jakości, czystymi doświadczeniami, jeśli tak mogę powiedzieć. Ja nazywam je doświadczeniami ze względu na brak lepszego słowa. One są jak fale na powierzchni oceanu, ciągle obecne, ale nie wpływają na jego pokojową siłę. (406)

Mogę zobaczyć z wyjątkową jasnością, że ty nigdy nie byłeś, ani nie jesteś, ani nie będziesz oddzielony od rzeczywistości, że ty jesteś pełnią perfekcji tutaj i teraz i że nic nie może cię pozbawić tego spadku, tego czym jesteś. Ty w żaden sposób nie jesteś inny ode mnie, ty tylko tego nie wiesz. (424)

Bądź w pełni świadom twojego własnego bycia i ty będziesz świadomie w błogości. Ponieważ ty zabierasz swój umysł z siebie i pozwalasz mu zajmować się tym czym nie jesteś, ty tracisz twoje dobre samopoczucie, tracisz bycie w pokoju. (96)

Wy nie wiecie ludzie jak wiele tracicie nie znając swojego prawdziwego ja. (213)

W momencie, gdy znasz swoje rzeczywiste bycie, niczego się nie obawiasz. Śmierć daje siłę i wolność. Aby być wolnym w świecie ty musisz umrzeć dla świata. Wtedy uniwersum jest twoje własne, ono staje się twoim ciałem, wyrazem i narzędziem. Szczęście bycia absolutnie wolnym jest nie do opisania. (139)

Zwykły człowiek obawia się o osobiste sprawy, on liczy swoje szanse i ryzyko, podczas gdy dźnani pozostaje na boku, pewien, że wszystko stanie się tak jak musi; i to nie ma wielkiego znaczenia co się wydarzy, gdyż ostatecznie powrót do równowagi i harmonii jest nie do uniknięcia. Sercem rzeczy jest pokój. (527)

Szczególna osoba rodzi się i rodzi się na nowo, zmieniając imię i kształt, dźnani jest Niezmienną Rzeczywistością, która powoduje że zmienne jest możliwe. Cały wszechświat jest jego ciałem, całe życie jest jego życiem. Jak w mieście świateł, kiedy jedna żarówka się wypali, to nie wpływa na całą sieć, więc śmierć ciała nie wpływa na całość. Ze mną wszystko jest jedno, wszystko jest równością. (184)

Zasadniczo guru jest bez pragnienia. On widzi, co się dzieje, ale nie czuje potrzeby, aby interweniować. On nie podejmuje wyborów, nie robi decyzji. Jako czysty świadek, on ogląda co się dzieje i pozostaje niezmienny. W końcu zwycięstwo jest zawsze jego. On wie, że jeśli uczniowie nie nauczą się z jego słów, to nauczą się ze swoich błędów. Wewnętrznie pozostaje cichy i spokojny. On nie ma poczucia bycia oddzielną osobą. Cały wszechświat jest jego, włączając w to jego uczniów z ich drobnymi planami. Nic szczególnego na niego nie wpływa lub co sprowadza się do tego samego, cały wszechświat wpływa na niego w takim samym stopniu. W rzeczywistości uczeń nie różni się od Guru. On jest tym samym bezwymiarowym centrum percepcji i miłości w działaniu. To tylko jego wyobraźnia, która zamyka go i konwertuje w osobę. (342)

On [dźnani] jest sam, ale on jest wszystkim. On nawet nie jest istotą. On jest byciem istot. Nawet nie tym. Żadne słowa nie pasują tutaj. On jest tym czym jest, podłożem z którego wszystko rośnie. (181)

Dźnani zarządza spontaniczną, nie-zmysłową percepcją, która pozwala, aby znał rzeczy bezpośrednio, bez przechodzenia przez zmysły. On jest poza percepcyjnym i koncepcyjnym, poza kategoriami czasu i przestrzeni, nazwy i kształtu. On nie jest ani postrzeganym ani postrzegającym, ale prostym i uniwersalnym czynnikiem, który powoduje, że postrzeganie jest możliwe. (532)

Jego [dźnani] stan smakuje czystą, niespowodowaną, nierozpuszczoną błogością. On jest szczęśliwy i w pełni świadomy, że szczęście jest samą jego naturą i że on nie musi niczego robić, ani nie walczyć o nic, aby to zabezpieczyć. To idzie za nim, bardziej rzeczywiste niż ciało, bliższe niż sam umysł. Dla mnie, zależność od czegokolwiek na szczęście jest całkowitą niedolą. Przyjemność i ból mają powody, podczas gdy mój stan jest moim, całkowicie bez przyczyny, niezależny, nienaruszalny. (179)

Kiedy on [dźnani] starzeje się, on rośnie coraz bardziej w szczęściu i pokoju. Po wszystkim on zmierza do domu. Jak podróżnik zbliżający się do swojego przeznaczenia i zbierający swój bagaż, on pozostawia pociąg bez żalu. Koło przeznaczenia zbliża się do końca – umysł jest szczęśliwy. Mgła cielesnego istnienia się podnosi – brzemię ciała zmniejsza się z każdym dniem. (180)

 

 

—————————————————————————————————————————————————————————————————————————-

 

Om Namah Shivaya

 

Jayanti

Spotkanie z Leonem Zawadzkim oraz Marią Pieniążek

Spotkanie z Leonem Zawadzkim & Marią Pieniążek. Termin zostanie podany wkrótce po jego ustaleniu.   Leon & Maria ze Szkoły Jogi Klasycznej Ramanadom. Opowiedzą o kierunkach praktyki Jogi i podejmą rozmowę z zainteresowanym.i uczestnikami spotkania.

Logonia- Akademia Kultury Duchowej: http://www.logonia.org/

Informacje o spotkaniu:  Magdalena Janusz tel. 533089920

Samotni pod smokiem na niebie.

Anna Achmatowa
z cyklu: Taszkenckie stroniczki

Tej nocy dla siebie straciliśmy głowę,
Świeciły nam tylko ciemności grobowe,
Szemrały w swej mowie aryki,
I Azją pachniały goździki.I w miasta obcego wnikając martwotę,
W pieśń dymem pachnącą i w nocną spiekotę,
Samotni pod Smokiem na niebie,
Nie śmieliśmy spojrzeć na siebie.

A dziać się to mogłe w Stambule, w Bagdadzie,
Lecz ach! nie w Warszawie i nie w Leningradzie.
I gorzka odmienność tej nocy
Dusiła jak oddech sierocy.

Tuż obok, zdawało się, wieki mijają,
Bębenki z ukrycia im rytm wybijają
I znaki tajemne w ich dźwięku
Przed nami wirują po ciemku.

Omackiem wśród nieodgadnionej pomroki
Na ziemi niczyjej stawialiśmy kroki,
Lśni łódź diamentowa miesiąca
Spotkaniu – rozstaniu świecąca.

Jeżeli powróci do ciebie po latach
W twym losie, a dla mnie jak gdyby w zaświatach,
Noc tamta, to wiedz, że jedynie
Ktoś wyśnił ją w świętej godzinie.

1 grudnia 1959, 5 marca 1960, 7 czerwca 1961
tłum. A. Pomorski

AAA

Lidia Czukowska, przyjaciółka Achmatowej, uważała, że natężenie uczuć w tym wierszu przekazuje stan ekstazy miłosnej. W Zapiskach ab Annie Achmatowoj (Paris 1980), Czukowska pisze: … wiersz W tu nocz my saszli drug ot druga s uma – W tę noc oboje oszaleliśmy dla siebie wzajemnie adresowany jest do tego wysokiego Polaka, wojskowego, który w Taszkiencie bywał u niej i, przypominam sobie, odprowadzał ją z jakiegoś przyjęcia do domu — nie od Tołstojów? I nagle ona dzisiaj powiedziała popatrzywszy na mnie figlarnie: „Pozwólże, zrobimy zamiast Lecz tylko nie widmowy mój Leningrad — lecz nie Warszawa, nie Leningrad. Domysł mój słuszny — dla tego Polaka: w Taszkiencie… Czapskiego”.

O spotkaniu i osobistym kontakcie Achmatowej z Czapskim pisała też Amanda Haight („Anna Achmatowa: A Poetic Pilgrimage”, 1976), a w II wydaniu książki Czapskiego Na nieludzkiej ziemi(1962) zamieszczona jest relacja z pobytu Józefa Czapskiego w Taszkiencie, opisane jest spotkanie z Aleksym Tołstojem i poznanie Anny Achmatowej.

Czapski_Egipt armia Andersa
Józef Czapski – oficer Armii gen Andersa, Egipt

Spotkania odbywały się w Taszkiencie w maju i czerwcu 1942 roku, wtedy też powstał ten wiersz Anny Andrejewny Achmatowej. Jeden z najciekawszych wieczorów u Aleksego Tołstoja dotyczył projektu tłumaczenia polskiej poezji. Wówczas Józef Czapski poznał Achmatową. On ma wtedy lat 46, Ona lat 53.

Czapski Józef_radix hor

Czapski_z matka
Józef Czapski z Matką, która w 1903 r. zmarła, gdy syn miał 7 lat.

Oficjalnej dedykacji wiersz Z cyklu Taszkienckie stronice nie posiada. Taka była wtedy moda „dedykacyjna”, lecz w tym przypadku wiersz Achmatowej wyraża zapewne porozumienie dusz w najwyższych rejestrach bliskości duchowej. Po prostu, zbyt mocno i dokładnie władze pilnowaly swoich podopiecznych: do 1967 r. nie było wiadomo, czy Józef Czapski odprowadził Annę Achmatową po poetyckiej biesiadzie u Aleksego Tołstoja. Zwłaszcza, że skończyła się ona około czwartej nad ranem. W Taszkiencie Achmatowa mieszkała w hotelu dla pisarzy… Stan Uniesienia znamy z wiersza. Czy musimy wiedzieć więcej? Nie musimy i nawet nie powinniśmy. Jest jednak w tej historii głębia tajemnicy Spotkania dwojga Geniuszy. Oboje pozostawili po sobie arcydzieła, a jednym z arcydzieł Anny Achmatowej była – wg świetnego historyka kultury rosyjskiej Salomona Wołkowa – magiczna mitologizacja jak najbardziej realnych i trudnych losów Poetessy.

W swojej książce Niestała równowaga Tomas Venclova analizuje ten wiersz i ponad konfrontacją kontrowersyjnych opinii w kwestii odprowadził — nie odprowadził, wskazuje na NIESPOTKANIE jako główny integrujący motyw w biograficznym tekście (a naszym zdaniem i w życiu) Achmatowej. W tym budowanym tekście biograficznym — pisze Venclova —przeszłe wydarzenia okazują się prefiguracją prawdziwych i przyszłych, prawdziwe i przyszłe rozszyfrowują przeszłe. Biografia zamienia się w los… 

Czapski_1955
Józef Czapski 1955 Paryż

Józef Czapski: Dopiero po jej śmierci otrzymałem z Londynu list – pytano mnie, czy znam wiersz napisany przez poetkę w 1959 roku, który jakoby mnie poświęciła. Nigdy o tym wierszu nie słyszałem. Napisano mi, że ona tak nieraz robiła, nie mówiła, komu wiersz poświęca – niech się domyśli. Ale ja tego wiersza nie znałem, może ona wówczas w hotelu paryskim czekała, żebym o nim wspomniał? Przysłano mi go dopiero w maju 1967. […]

Czy Anna Achmatowa w 1959 r. na cokolwiek czekała? A jeśli tak, to na co czekała i JAK czekała?
W 1962 r. zgłoszona do Nagrody Nobla (nie otrzymała jej). W końcowej fazie życia odbyła kilka podróży zagranicznych – do Włoch, na Sycylię w związku z otrzymaniem nagrody Taormina oraz do Anglii, by odebrać tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Oksfordzkiego. Wtedy właśnie, podczas podróżyłaskawie dozwolnej przez władze sowieckie, spotkała się z Józefem Czapskim w Paryżu.
Zmarła 5 marca 1966 r., dokładnie 13 lat po śmierci Stalina, który Jej nie zabił, ale zrobił wiele, aby Jej życie przekształcić w pasmo udręki.

AAA_radix hor

Autor tekstu Leon Zawadzki (2013r)

„Druga połowa życia” – 5 spotkanie Akademii Jungowskiej w Bielsku – Białej

Serdecznie zapraszam na piąte spotkanie Akademii Jungowskiej w Bielsku – Białej.

„Druga połowa życia, jaźń i duchowość”. W czasie zajęć poruszymy w perspektywie jungowskiej takie tematy jak sens życia, spełnienie, religia i śmierć.

Nie możemy przeżyć popołudnia naszego życia wedle programu poranka — ponieważ to, co rano było wielkie, wieczorem okaże się małe, a to, co rano było prawdą, wieczorem stanie się kłamstwem.
CARL GUSTAV JUNG, THE STRUCTURE AND DYNAMICS OF THE PSYCHE

Jabłko2

Data: 25.01.2014
Godzina:15:00-17:00
Koszt: 40 zł
Miejsce: Studio Dakini Bielsko – Biała
Zapisy: Magdalena Janusz nr. tel. 530 246 506 lub mailowo: jmagdalena33(at)gmail.com

Prowadzący: dr hab. Mirosław Piróg (1964) – pracownik naukowy Instytutu Filozofii Uniwersytetu Śląskiego. Studiował fizykę teoretyczną oraz filozofię na Uniwersytecie Śląskim. Od ponad 20 lat zajmuje się psychologią głębi Carla Gustava Junga, a zwłaszcza problematyką symbolu i doświadczenia religijnego. Prowadzi wykłady i seminaria ukazujące powiązania pomiędzy współczesną nauką a starożytnymi tradycjami mądrościowymi. Autor książek „Psyche i symbol” (Kraków, 1999), „Williama Jamesa filozofia doświadczenia religijnego” (Katowice, 2011), redaktor „Odcieni gnozy” (Katowice, 2007) oraz kilkudziesięciu artykułów. Członek rady naukowej pisma „Hermaion” Warszawa), poświęconego badaniom nad zachodnią tradycją ezoteryczną. Stały współpracownik pisma „Albo-albo. Problemy psychologii i kultury” (Warszawa). Prezes Stowarzyszenia Rozwoju Myśli Filozoficznej „Eudaimonia”. Prywatnie wielbiciel kotów, dobrych książek, oraz autor baśni filozoficznych.

strona fb” https://www.facebook.com/events/722136154477471/?source=1

Giovanni Papini SKOŃCZONY CZŁOWIEK L’UOMO FINITO – Rozdział XXIV TALENT

Giovanni Papini SKOŃCZONY CZŁOWIEK L’UOMO FINITO
Przełożył z włoskiego i przedmową poprzedził dr Edward Boye
Powszechna Spółka Wydawnicza PŁOMIEŃ, Warszawa 1934

Rozdział XXIV – TALENT

[ortografia oraz interpunkcja zgodna z oryginałem]

Ludzie szepczą dookoła, że mam talent. Miłe głuptasy sądzą widać, że temi słowami czynią mi wielki zaszczyt i sprawiają ogromna przyjemność. Niektórzy twierdzą nawet, że mam wielki talent, że jestem obdarzony ogromnym talentem. Ci właśnie poczytują się za ludzi mi najbliższych, za ludzi, którzy mnie prawdziwie kochają.

Dziękuję wam serdecznie, drodzy poczciwcy; niechże Bóg was za wszystko szczodrze wynagrodzi. Róbcie i mówcie to, co robić i mówić chcecie, przezwyciężajcie nawet swoją miłość własną i moje grubiaństwo. Czyż jednak miedzy wami nie znajdzie się ktoś, ktoby zdał sobie sprawę z tego, do jakiego stopnia mnie obraża tem „utalentowaniem” ?

Do sto diabłów z waszym talentem! Cóż to jest ten talent? Czyż doprawdy na serio przypuszczacie, że ja zadowolnię się tem, iż do samej śmierci będę człowiekiem utalentowanym – młodzieńcem rokującym piękne nadzieje, miłym, dowcipnym kolegom, umiejącym zainteresować publiczność? Za kogóż wy mnie bierzecie, na miłosierdzie boskie? Czy moja twarz podobna jest do uśmiechniętej twarzy człowieka, który się kontentuje tem, co posiadają wszyscy i jest szczęśliwy, gdy ma na języku dziesięć idei, a w kieszeni sto franków? Czy nie spostrzegliście złowieszcze sroki, że talent – to zwykły, najzwyklejszy towar, spotykany na ludzkich jarmarkach. Zwłaszcza we Włoszech! Powiedzcie mi, kto w tym szczęśliwym, błogosławionym przez bogów kraju, nie ma talentu? Jeśli mi takiego pokażecie, zapłacę wam tyle srebra, ile on sam waży. Talent, moi prostaczkowie, biega tutaj po ulicach, napełnia domy, nawadnia książki, wylewa się ze wszystkich ust.

– Jakiż utalentowany chłopiec! Szkoda tylko, że nie chce się wziąć do żadnej pracy.

– To złodziej, oszust, krętacz, ale jakże utalentowany człowiek.

– Zgadzam się z tobą, że mówi straszne głupstwa, ale przecież nie możesz zaprzeczyć, że ma wielki talent. Oto słowa, które się słyszy we Włoszech codziennie na wszystkich ulicach, we wszystkich domach i we wszystkich knajpach, wszędzie tam, gdzie spotykają się tak zwani ludzie inteligentni. Kto umie ułożyć piosenkę o miłek kadencji i możliwych rymach – ten ma talent. Talent ma także ten, kto potrafi akwarelą wymalować kwiateczki, wydające się „jak żywe”, talent ma ten, kto subtelnie uderza w klawisze fortepianu, stojącego przed gipsowym popiersiem Beethovena. Utalentowany jest także i ten, kto z pewną łezką i wdziękiem potrafi opisać klęskę trzęsienia ziemi. Utalentowani są także rzeźbiarze, wyrabiający figurki z kasztanów indyjskich i dyletanci–wróżbiarze, którzy eksploatują cudzy umysł, obracając w dym zarówno idee jak i hawańskie cygara.

Pytam się was raz jeszcze: kto u nas niema talentu? Nawet i ci, którzy nic nie robią, posiadają talent – posiadają go także politycy… a nawet i dziennikarze…

Powiedzmy sobie raz na zawsze szczerze: kto mówi, że mam talent, obraża mnie. Kto mówi, że jestem człowiekiem utalentowanym wyrządza mi wielką krzywdę.

Nie potrzeba mi waszego talentu! Wieszam go wraz z gazetą na gwoździu w klozecie! Mówię wam wyraźnie: talent dla mnie to tylko wyższy stopień przeciętności. Talent – to wyższa forma umysłu, którą wszyscy są w stanie rozumieć, oceniać  i lubić. Talent – to przyjemna w smaku mieszanina, przypadająca do gustu damom, profesorom, adwokatom, światowcom, ludziom wykształconym, jednem słowem wszystkim, którzy przebywają między niebem a ziemią, piekłem a rajem, w jednakowej odległości zarówno od bydlęcia, jak i od geniusza.

Patrzajcież, co mi do głowy przyszło! Talent w dialekcie toskańskim, oznacza nie tylko umysł więcej niż przeciętny, ale ma także i inne znaczenie. Jest to ów żelazny ząb u dołu klucza, służący do otwierania zamków. Te dwa pojęcia, są bliskie sobie, nie tylko ze względu na to, że sąsiadują w słownikach. Talent to właśnie to, co odkrywa. Mając talent można się wszędzie dostać, można rozumieć prawie wszystko, można się wielu ludziom podobać. Talent – to paszport życiowy, to wytrych uniwersalny, otwierający drzwi giełd, na których stwarza się sobie pozycje. Jeden ma talent tworzenia pięknych rzeczy, inny talent wmawiania ludziom, że jego złe utwory są dobre. Są to dwa róże rodzaje talentów, lecz ich właściciele jednakowo zarabiają na nich. Niech ich tam Pan Bóg kocha! Niech zarabiają, bawią się i zabawiają wszystkich, ci ludzie utalentowani! Nie należę do ich grona i za nic należeć nie chcę!

Chociaż staracie się usilnie ogłupić mnie, mnie jak dawniej podobają się krańcowości. Jeżeli chodzi o żywe istoty, odnoszę się przyjaźnie tylko do ludzi, żyjących życiem zwierzęcem i idealnie wegetacyjnem, tylko do tych, którzy spełniają uczciwie swój trud, nie mędrkując, nie obnosząc się ze swoimi pretensjami, nie szczebiocząc uprzykrzenie – albo też do prawdziwego geniusza, wielkiej duszy, olbrzymiego bohatera, tak samotnego, jak góra w nocy.

Albo prostak, albo Dante – do diabła z wszystkimi innymi, z ludźmi utalentowanymi, dowcipnymi, zdolnymi, z nienawistnymi mi inteligentami! Kimże oni są wobec brudnego chłopa, który młóci zboże po to, abyśmy jedli chleb, lub tez wobec poety, wyszarpującego z wnętrzności swoich słowa, zdolne wstrząsać myślą tysiąca pokoleń.

Cóż wy tworzycie? Słowa i słowa, mistyfikacje i zabaweczki!

Co się mnie tyczy, to ja już wybór zrobiłem. Nie mógłbym, gdybym nawet chciał, stać się drzewem lub oraczem, jednakże pragnę, rozpaczliwie pragnę, stać się człowiekiem, a nawet – powiedzmy otwarcie to słowo, budzące dreszcz trwogi – geniuszem! Jeśli padnę w połowie drogi, nie osiągnąwszy realizacji mojego pragnienia, pogodzę się bez szemrania ze smutnym losem moim, będę opłakiwał siebie, ale nie sprostytuuję się z tymi, którymi pogardzam. Umrę samotnie, w jakimś zakątku świata jak ten dzielny wilk De Vigny! Nigdy, za nic się nie upokorzę! Pewien jestem, że nawet, nie osiągnąwszy celu – przeżyję wielkie radości na myśl, że moja czysta dusza wpatrzona jest lunatycznie w coś majestatycznego i absurdalnego. Nie poczuję kamieni pod mojemi stopami, nie usłyszę chichotu tych, którzy obrabiając swój ogródek, uważają go za cały świat.

Niech cię to nie martwi o moje dzielne ja, że nieraz wydasz się głupie i nieokrzesane. Geniusz nie zajmuje się dowcipna paplaniną, nie wydobywa z siebie wdzięcznych idejek, nie stara się nawiązywać do ostatniego numeru gazety lub do modnej akurat książki. Nie, nie!

Geniusz – to dziecko i wariat. Jest on geniuszem dlatego, że ma odwagę być dziecinny i szalony, że czasami musi się wydawać idiotą, głupcem, człowiekiem dziwiącym się wszystkiemu i mówiącym rzeczy niezgodne z powszechnemi pojęciami.

Jednakże tylko geniusz, o moje ja, przezywa te cudowne godziny, w których się zdaje, że Bóg przemawia naszemi ustami, gdy wszystko jest już światłem, gdy wszystko się odkrywa, staje się jasne i harmonijne, jak przezroczyste wody rzeki. Są to godziny, gdy dusza zmienia się w ogień, będący istotnie ogniem, w powietrze, będące istotnie powietrzem, w miłość, będącą istotnie miłością. W godzinach tych, dzięki sile jakiegoś tajemniczego szaleństwa, wszystko okazuje się możliwe, wszystko się uświęca, a człowiek nie może już odróżnić, gdzie świat, a gdzie dusza jego, – gdzie jego dusza, a gdzie świat.

Cóż, czy nie widzicie teraz, jak nędzną i nikczemna zabawką jest wasz talent w stosunku do takich przeżyć? Za jedną taka godzinę, za jedną, jedyną taką godzinę, oddałbym cały mój talent, cały wasz talent, talent wszystkich błaznów zaludniających ziemię!

Papini

 

Astrologiczne źródła nazizmu

ASTROLOGICZNE & EZOTERYCZNE ŹRÓDŁA NAZIZMU

Na zgliszczach II Wojny Światowej Adolf Hitler chciał zbudować zupełnie nowy świat, ustanawiając odpowiedni porządek wedle jego własnej idei. Idea ta zrodziła się długo przed tym zanim Hitler stał się Fuhrerem III Rzeszy. W owym świecie miejsce i panowanie miała przejąć rasa tzw. Aryjskich nadludzi.

nadludzie

 

Aranżacja muzyczna Ryszarda Wagnera „Parsifal”  stała się pierwowzorem wystąpień politycznych Hitlera . Decydującym dla jego wyboru życiowego miało też być obejrzenie innej opery Wagnera pt. Rienzi. Hitler uważał, iż muzyka nieodłącznie wiąże się z polityką i w połączeniu z innymi elementami (np. naprzemienne postulowanie pomysłów zarówno radykalnych jak i socjalistycznych) tworzy skuteczną broń propagandową umożliwiającą pozyskanie poparcia mas społecznych. Ustalał on takt, a strategia ta umożliwiła Hitlerowi opanowanie niemieckiego społeczeństwa i uzyskanie całkowitego i bezkrytycznego poparcia dla planów ekspansji militarnej w Europie i dyskryminacji mniejszości etnicznych, wynikającej ze zbrodniczych planów praktycznej realizacji nazistowskiej teorii rasowej.

Wagner

Horoskop radix Ryszarda Wagnera

 

 

Posłużę się słowami Barona Salo a dokładniej – Salo Wittmayer’a Barona – człowieka, który wygłosił niezwykłą przemowę na procesie Eichmana – odpowiedzialnego za realizację „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” – Endlosung.

Baron Salo

eichman

Od lewej: Baron Salo,  Adolf Eichmann

 

Adolf Otto Eichmann (ur. 19 marca 1906 w Solingen, zm. 31 maja 1962 w Ramli) – niemiecki funkcjonariusz nazistowski, ludobójca,zbrodniarz wojenny. Główny koordynator i wykonawca planu Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej. Członek organizacji uznanych po wojnie za przestępcze: SS (Drużyna Ochronna), SD (Służba Bezpieczeństwa), Gestapo (Tajna Policja Państwowa).

dzieci-chude-obóz

Proces i egzekucja 

Tuż po przybyciu do Izraela, Eichmann został umieszczony w celi, w której spędził kolejnych 9 miesięcy. Znajdował się pod stałą obserwacją. Zostały podjęte specjalne środki, by nie popełnił samobójstwa. Specjalnie wybrano strażników, których rodziny nie ucierpiały wskutek działań III Rzeszy. Lekarz badał Eichmanna dwa razy na dobę. Eichmann wyraził wolę zeznawania, ale jego zeznania były w części kłamliwe, a znaczna część prawdy została zatarta lub niewypowiedziana[137].

Porwanie Eichmanna wywołało konflikt dyplomatyczny pomiędzy Izraelem i Argentyną oraz dyskusje na forum ONZ. W samej Argentynie mniejszość żydowska była narażona na ataki nazistów-weteranów i ich sympatyków. Premier David Ben Gurion wziął na siebie odpowiedzialność za zawirowania na arenie międzynarodowej oraz odpowiedzialność za prawo do sądzenia i ukarania Eichmanna na terenie młodego państwa.

auschwitz-kremering

Rozpoczęło się przesłuchanie Eichmanna, które odbywało się w miejscu detencji, znajdującym się niedaleko Hajfy, w północnym regionie kraju. Głównym śledczym został Avner Less – niemiecki Żyd, który przybył do Palestyny w 1938 r. Eichmann codziennie pedantycznie czyścił swą celę.

źródło; wikipedia

egzekucja Eichmanna

Egzekucja Eichmanna

Podczas rozmowy obrońca Eichmanna używa zdania, które świadczyć ma o tym, że historia to proces kulturowy, a człowiek nie ma na niego nazbyt dużego wpływu. Wówczas pada odpowiedź, która wedle mojego rozeznania powinna być wyryta na każdej jednej „bramie” i granicy państwa, i to zdanie traktuje też, jako motto i myśl przewodnią tego opracowania:

żadna teologia przeznaczenia nie zwalnia ludzi od indywidualnej odpowiedzialności za ich czyny”

„Cyt. Leona Poliakova w książce Proces de Jerusalem; źródło: Laure Adler Śladami Hannah Arendt Warszawa 2008, s.355-356”

 

tabela1 tabela2

 

 

Powyżej znajduję się tabela, w której porównałam posadowienia Planet każdego z czołowych ideologów, twórców i wykonawców nazistowskiego gwałtu na ludzkości. Warto zwrócić uwagę, iż posadowienie Księżyca u praktycznie każdego z nich jest głównie w Koziorożcu. ( Dobór nazwisk nastąpił przed powyższym porównaniem.)

Silnie podkreślone  znaki kardynalne, żywioły Ziemi oraz Ognia, Koziorożec, Baran, a także częsta obsada Znaku Skorpiona. Merkury posadowiony najczęściej w Baranie bądź Skorpionie.  => => Mechanizm uzyskiwania przewagi: Najpierw stawia się człowieka wobec wyborów postępowania, w których dociśnięty ma dwie możliwości: albo ulec, albo popełnić błąd. Wówczas „jest winny” lub zostaje w nim wzbudzone poczucie „winy”. W następnej kolejności winny zostaje oskarżony o sprzeciw wobec „obowiązujących reguł postępowania”. Wtedy  następuje najprostszy z możliwych motyw. Człowiek zaczyna wariować wpadając w „sieć” ulegając owemu „dobroczyńcy”. Zamykany jest w obozach lub szpitalach psychiatrycznych. Warto zwrócić uwagę na ten system działania w którym doskonale wyspecjalizowała się nie tylko Rzesza ale i również ZSRR.

Po porównaniu i zbadaniu posadowień, odważę się wysnuć być może daleko idące wnioski, jednak wielce prawdopodobne. Mianowicie uważam, że dobór głównodowodzących nie był wcale przypadkowy, a wręcz bardzo starannie dobrany. Różnice w posadowieniach Planet wskazują również na hierarchię ważności oraz stopień i funkcje, jakie „piastowali” przedstawiciele nurtu nazistowskiego.

hmmler

 

Dziś na podstawie dokumentów i lepszej znajomości faktów możemy bez zażenowania powiedzieć, że jedną z podstawowych form i idei, na której opierał się nazizm była magia i okultystyczne rytuały.

Wiara nazistów opierała się na zdeformowanych mitach, dotyczących odwiecznej walki Światła i Ciemności, Dobra i Zła. Wspierała się na dualizmie, który od wieków stanowi istotny problem w możności rozróżnienia, i wprowadza ludzi pułapkę egzystencjalną. W tym przypadku największym problemem staje się to, że do władzy i szczytu piramidy dotarli szaleńcy, czarni magowie, mitomani i mordercy.

Guido von List:

hoListGvList

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sebottendorf

hoSebottendorf sebottendorf2

 

 

 

 

 

 

Joseph Goebbels

hogoebbels goebbels

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Alfred Rosenberg

rosenberg horosenberg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rudolf Hess:

hohess hess

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Heynrich Himmler

Hohimmler ???????????????

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Adolf Eichman:

hoeichmann eichman

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Adolf Hitler

hohitler Hitlerport

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Każdy z nich wykonał swoją robotę realizując program ludobójstwa jednak nie można zapomnieć o tym, że kierowała nimi idea, którą zasiał i zakorzenił w nich Guido Von List .

Podczas inauguracji sezonu warsztatowego dla PTA padło kilka cennych uwag,  sugestii etc. jeden słuchaczy podczas rozmowy zwrócił uwagę, że Guido von List był zaledwie „marionetką”, którą się posłużono. Zgadzam się z ową opinią, jednak ukazując go jako ojca Ariozofii i całego „splendoru” nurtu nazistowskiego, wzięłam pod uwagę coś znacznie ważniejszego. Mianowicie należy zwrócić uwagę na POWSTANIE – ZRODZENIE się IDEI, która później zawładnęła ludźmi gotowymi do wdrożenia jej w „życie”. Jest bowiem znaczna różnica pomiędzy mentalnym rozpatrywaniem danego zagadnienia, myśli, formowania jej na płaszczyźnie umysłu, a wdrożeniem jej i rychłym wcielaniem w życie! ( Tu warto zobaczyć na horoskop Hitlera i posadowienie jego Słońca. Guido sprecyzował teorię nazizmu, Hitler animowany przez teorię  usiłuje od razu przejść do praktyki ( Słońce na szczycie Byka w punkcie charakterystycznym, ekspansji, zawiera w sobie cechy „pupilka fortuny”- nie wiadomo skąd kapie., a kapie…Nabiera przekonania, że może sobie na wszystko pozwolić i że mu się to uda, od razu też przechodzi do konkretu.  Tę ideę jako pierwszy wyjął skondensował, połączył właśnie Guido von List.  Nie da się rozpatrywać problemu od tzw. „podszewki” nie widząc samego korzenia i początku. Już ściśle zdefiniowanego i określonego.

A skoro mowa o Idei….

IngresNeptuna                                                                                             Ingres Neptuna w znak Ryb

 

 

 

Przenosimy się teraz do 1847 roku, dokładniej do 26. Kwietnia.

Jest to data ingresu Neptuna w Ryby. Moment, kiedy zaczyna się Astrologiczna wiosna ludów. Warto zwrócić uwagę, że Uran w tym czasie jest w Baranie. Lud Boży to Luna w Pannie, którą włada Merkury, a wówczas machina rewolucji poruszyła trybami.

Myśląc o Neptunie należy zauważyć to, że jest on najtrudniejszym do zrozumienia sygnifikatorem ze wszystkich – jest poza zasięgiem pojmowania przez tzw. zdrowy rozsadek. Opiekuje się kosmiczną sferą ziemskiej inkarnacji. Włada NAJWYŻSZĄ ideą danego okresu czasu. Funkcjonuje w transcendentnej przestrzeni między wizją a realnością. Płaszczyzna jej realizacji może być różna, od klarowności, najwyższej wizji po zaciemnienie, malignę, która powoduje brak kontaktu z rzeczywistością.

Warto zobaczyć i sprawdzić czy mamy do czynienia z szaleńcem Bożym, który dostępuję kontaktu i wizji irracjonalnych poza wszelkim racjonalnym ujmowaniem czy jasno-widzącym, który pozostaje w komunii z Bogiem. Komunii, czyli najwyższym poziomie komunikacji.

 

5.10.1848 roku o godzinie 09:15 rodzi się autentyczny wizjoner – prekursor ariozofii – Guido von List.

hoList

 

 

Giudo von List

Był to mistyk i okultysta, astrolog, który jako pierwszy dokonał kompilacji nurtu nazistowskiego z tradycjami okultystycznymi. Jego zdolności literackie ułatwiły popularyzację szeregu artykułów, traktatów, dzieł paranaukowych, w których wzywał Niemców do odbudowy teokratycznego państwa, na którego czele mieli stać władcy-magowie. – Stał się ojcem pangermanizmu – nacjonalistycznego nurtu mającego na celu zjednoczenie w jednym państwie wszystkich ludów pochodzenia germańskiego. Uważa się go za twórcę ariozofii (wyższość rasy aryjskiej i panowanie nad światem nacechowanej wyjątkowym antysemityzmem i antypolonizmem). Dokonał też interpretacji pisma runicznego. Jego poglądy stały się główną inspiracją i oparciem dla kontynuatorów myśli ariozoficznej, dla Adolfa Hitlera oraz całego niemieckiego ruchu nazistowskiego.

Guido von List był kapłanem idei, która pociągnęła za sobą Rzeszę szaleńców. Jeśli idea to należy zwrócić uwagę na Neptuna u Guido von Lista Neptun znajduje się na szczycie Ryb w pobliżu Gwiazdy Stałej Fomalhaut.– Jowisz znajdował się wówczas we Lwie.

 Asc znajduje się w przeklętym stopniu przeklętego znaku, (17′ Skorpio) – „Przeklętym stopniem przeklętego znaku” nazywali astrologowie arabscy 17° Skorpiona. Obdarza on, bowiem niebywałą inteligencją i człowiek, obdarowany jego wpływami, potrafi przenikać, jak ostrze sztyletu, w głąb każdego problemu, na którym skupi uwagę. Dlatego też inną nazwą tego punktu jest „sztylet”.(Astrolog – LZ)

Uran i Pluton w Baranie (ekwiwalent do obecnego Urana w Baranie)

 Mars koniunkcja Słońce (Waga) w Kwadraturze do Luny etc.

 Merkury w Skorpionie, który potęguje i stymuluje umysł w kierunku zgłębiania mistyki, jednocześnie w kon. z Wenus (wieczny głód i fascynacja tym, co tajemne)

 Neptun na Gwieździe Stałej Fomalhaut na szczycie Neptuna

 Silna obsada wody w horoskopie (przeważa)

informacja:

W 1898 List publikuje „katechizm deizmu pogańskiego”,„Niezwyciężony”; katechizm ten zawiera podstawową doktrynę gnozy pangermańskiej oraz mistyki rasy i krwi. Rozpoczyna się również jego zainteresowanie żydowską tradycją gnostyczną, a zwłaszcza symboliką i magią Liter Tory. W latach 90 jego publikacje są antysemickie, oskarża w nich naród żydowski o spisek przeciwko europejskim rasom i plan zapanowania nad światem.  Jednocześnie List rozpoczyna pracę nad stworzeniem symboliczno – magicznej teorii germańskiego alfabetu runicznego, a inspirację czerpie… z magii Kabbalah. Przywłaszczając sobie i profanując również tradycje i judejskie koncepcje. Opracowuje wiele liturgii.

Najważniejsze elementy doktryny wypracowanej przez G v L, a więc zapożyczenia z tradycji teozoficznej, aluzje do tantrycznej magii seksualnej, sugestie, że dzięki oczyszczeniu krwi i rasy odrodzi się potęga mistycznej cywilizacji germańskiej.

Owe doktryny pojawiają się już po jego śmierci niemalże u wszystkich  kontynuatorów i uczniów Guido von Lista.

Znamienną postacią, która również kontynuowała myśl i jego idee był Rudolf von Sebottendorf – założyciel Loży Thule, doktryny wypracowanej przez ezoterycznych doradców Reischfurera SS Heinricha Himmlera.

hoSebottendorf                                                                                                Rudolf von Sebbotendorf

 

 

Towarzystwo Thule (Thule Gesellschaft) powstało 18 sierpnia 1918 r. z inicjatywy Rudolfa von Sebottendorfa . Jesienią 1918 r. sekcja Thule liczyła już tysiąc pięciuset członków, w tym dwustu pięćdziesięciu w samej stolicy. Działania Thule Gesellschaft polegały na cotygodniowych spotkaniach, na których zbierano się, aby wysłuchać wykładów o mitologii germańskiej, ezoteryzmie, czy rasie aryjskiej. Emblematem zakonu stał się długi sztylet nałożony na koło swastyki. Naziści zaadoptowali go później pod nieco zmienioną formą, jako symbol państwowy III Rzeszy

loża

 

Graphite_Thule

 

 

 

W latach 30 – stych Niemcy rozpoczęli poszukiwanie śladów istnienia starożytnego kapłana, który miał być ich przodkiem. Poszukiwania rozpoczęły się w Tybecie w Himalajach. Faszyści uważali, że ich przodkowie stworzyli podstawy nowej religii, której najwyższym kapłanem miał być Adolf Hitler. U podstaw tej krucjaty leżały przekonania, a nawet pewność, że czysta krew aryjska została splamiona i zanieczyszczona krwią niższych ras. Jedynym ratunkiem na odzyskanie mocy wynikającej z czystości krwi jest pozbycie się obcych elementów; wówczas też nowa doskonała rasa nadludzi – aryjczyków będzie mogła rządzić światem. W ten sposób faszyści interpretowali starożytne mity oraz okultystyczne wierzenia sprzed tysięcy lat.

 

273,3,index_74

Aby dowieść swej słuszności przebadali niemiecką pedanterią mity, legendy, religie adaptując te wątki, które odpowiadały ich wyobrażeniom i które można było wykorzystać do manipulacji.

Aby stworzyć własną religię należało pozbyć się każdej innej, i to był jeden z celów Adolfa Hitlera; natomiast by zachować całkowitą kontrolę nad masami ludzkimi zaadoptowano nawet rytuały Chrześcijańskie. W tym pomagał Hitlerowi najbliższy krąg współpracowników mający bardzo silne powiązania z okultyzmem.  Był wśród nich zastępca furhera miłośnik astrologii Rudolf Hess, oraz ideolog narodowego socjalizmu, pełnomocnik do spraw wychowania ideologicznego i programowego NSDAP Alfred Rosenberg.

Podstawą nowej religii była legenda o kontynencie leżącym na północnym Atlantyku. O Atlantydzie. Legenda opowiada, że jej tereny zamieszkiwała doskonała rasa nadludzi, a jako, że byli rozpustni i źli, narazili się na gniew Bogów, którzy posłużyli się prawami natury i potężny przypływ zmył ich z powierzchni ziemi. Ocalał jeden jedyny nadczłowiek, kapłan, który dotarł do Indii a stamtąd do Himalajów. Miał on być twórcą doskonałej rasy Ariów, od której wywodzą się wszystkie ludy zamieszkujące Indie i Europę. Mistycy i okultyści niemieccy chcieli dowieść, że owa legenda jest prawdziwa a Ariowie byli w prostej linii potomkami nadludzi, którzy utracili swe nadzwyczajne moce, ponieważ spłodzili swe dzieci ze zwykłymi ludźmi.  I właśnie to za cel główny postawił sobie Himmler – udowodnić, że owa legenda jest prawdziwa, a Niemcy są przodkami nadludzi i NALEŻY im się świat, władza i moc.

ss2

Rząd niemiecki sfinansował zorganizowaną przez Himmlera wyprawę do Tybetu. Tam rozpoczęto (niewinne jeszcze) badania antropologiczne, mierzenie czaszek, kończyn, jednak niedługi okres dzielił ten czas od paranoicznych czynów, eksperymentów i zbrodni. Niemcy zaczęli mordować ludzi i poddawać ich ciała różnorodnym badaniom. Jeśli udałoby się im dowieść słuszności swej tezy, miała powstać selektywna hodowla i odtworzenie rasy aryjskiej.  Wszystkich materiałów dostarczał zakon SS.

( Himmler przejmuje dowództwo i tworzy z SS Zakon mistyczno – okultystyczny – 6.01.1929.)

 

ADOLF HITLER

hohitler

 

hitler

Najlepszym kandydatem Loży Thule na przywódcę krucjaty antychrześcijańskiej, antyżydowskiej okazał się właśnie Adolf Hitler

Dokonana w 1919 roku na zlecenie Sebottendorfa analiza astrologiczna charakteru podkreślała, że Ascendentem Hitlera była Waga.

THULE oznacza centrum hiperborejskiej biegunowej cywilizacji, z której według ezoterycznej tradycji wywodzić się mięli Ariowie. W sanskrycie znak zodiaku odpowiadający Wadze oznaczony był również słowem Thula. Pod znakiem astrologicznym Wagi znajdował się rodzinny kraj Hitlera, a także Tybet, do kt w latach 30. wyruszają organizowane przez SS ekspedycje naukowe. Zodiakalnemu znakowi Wagi odpowiada planeta Wenus nie tylko w jednej ze swych jakości. Jest również związana z elementem powietrza, czyli Wenus Lucyferyczna. Lucyfer (niosący światło) jest symbolizowany przez planetę Wenus z powodu jej zielonkawego światła. Zielonkawego – jak graliczny szmaragd, który spadł na ziemię z czoła Lucyfera.

Kolejnym argumentem było to, że taki człowiek jak Hitler był przez Niemców oczekiwany. Okultyści mówili później, że Niemcy dostrzegali już na początku lat 20 – stych jego specyficzną aurę.

Socjologowie znów mówili o zbiorowych oczekiwaniach, a psychoanalitycy o archetypie wodza. Faktem jest, że osoba furhera nazwanego też Marszałek Psychologos pojawia się w zbiorowej świadomości młodych Niemców zanim jeszcze A. Hitler stał się znaną osobą.

Dowodem na to jest powieść Michael napisana przez J. Goebbelsa. Opisuje w niej swoje spotkanie z Hitlerem na zebraniu NSDAP, niemalże perfekcyjnie. Na uwadze należy mieć to, że czyni to na pięć lat przed realnym – faktycznym spotkaniem.

PODSUMOWANIE

Na przestrzeni wieków Astrologia powoli ale nieuchronnie przekształciła się wz kontemplacji Uniwersum w rozpoznanie mechanizmów funkcjonowania Uniwersum dla potrzeb człowieka. Rozbudowany został aparat analizy i sądzenia horoskopów, które miały służyć nade wszytsko władzy człowieka nad naturą i bliźnimi. To mechaniczne traktowanie Astrologii zostało wzmocnione przez rozwój nauki o funkcjonowaniu człowieka uwarunkowanego prawem Karmy. Nade wszystko, Astrologia służyła władzy i chęci panowania nad sytuacją i światem. Nastąpił mariaż. Astrologii z tzw.  Prawdami naukowymi. . Nauka skrzętnie wypiera się tego zjawiska jak dziecka z nieprawego łoża. W końcu, więc musiało dojąć do absurdu – Astrologia wzięła udział w machinie zagłady.

Oczywiście ezoteryczne źródła nazizmu obejmują szersze spektrum wiedzy o energiach subtelnych niż samą astrologię. Oczywiście również  astrologowie włączyli  się do walki przeciw z z brodni. Stare porzekadło mówi, że jeśli Bóg chce kogoś ukarać o odbiera mu rozum. Jednak posługiwanie się przez nazizm Wiedzą ezoteryczną, jest przykładem absurdu w dziejach ludzkości w przypadku, gdy wiedza o magii praktycznej dostaje się w ręce profanów.

Z tego punktu widzenia bardziej zrozumiałe staje się ostrzeżenie przed ezoteryką i okultyzmem, jakie słyszymy ze strony chrześcijaństwa i jego kapłanów. Nieszczęście polega na tym, że w praktykach kościelnych również używana jest magia rytualna, zaś powoływanie się na Boga i Królestwo Boże staje się zasłoną skrywającą realną praktykę wobec wiernych.

 

PONIŻEJ GALERIA ZDJĘĆ:

Gershom Sholem – Mistycyzm Żydowski i jego główne kierunki” – fragment rozdziału Abraham Abulafia

 Fragment  opisujący doświadczenie ekstatyczne Abrahama Abulafii

DSC03567 foto: maj 2013 rok – Izrael – Uniwersytet Hebrajski – wejście do biblioteki Gershoma Sholema

„(…) Mówiłem do siebie: tu możesz tylko zyskać, a nie stracić, poczekam więc, jeśli znajdę w tym coś dobrego, to czysty zysk dla mnie. Jeśli nic już więcej z tego nie będzie, i tak przecież coś już zdobyłem i to będzie moje. Poddałem się  więc, a on wyuczył mnie metody permutacji i kombinacji liter, a także mistyki liczb i innych dróg Sefiriot. Każdą z tych dróg kazał mi podążać przez dwa tyg. póki nie wyryła się w mym sercu każda forma. W ten sposób prowadził mnie przez bite 4 miesiące, potem zaś polecił mi wszystko wymazać. Mawiał do mnie tak:  -Synu nie to jest naszym celem, byś poprzestawał na jakiejś formie skończonej, czy określonej, nawet gdyby była najwyższej rangi. Masz raczej podążać drogą Imion, im bardziej są one niezrozumiałe, tym wyższa jest ich ranga, także wreszcie zacznie w tobie skutecznie działać moc, już nie przez ciebie kontrolowana, raczej kontrolująca twój rozum i myślenie. Odpowiadałem: – Jeśli rzecz ma się tak, że wszelkie obrazy duchowe i zmysłowe muszą zostać wymazane, to dlaczego panie piszesz książki, w kt metody przyrodnika łączysz z pouczeniami względem  Świętych Imion? On odpowiadał: – robię to z myślą o tobie i Tobie podobnych uczniach  -adeptach filozofii. Po to by naturalnymi środkami pobudzić wasze ludzkie rozumy, bo może taki sposób przynęci was do zgłębiania wiedzy o świętych Imionach. I pokazał mi książki w całości złożone z kombinacji liter i imion oraz z liczb mistycznych – Gematriot, z kt nikt nigdy nic nie zrozumie, bo też nie są one po to, by je rozumieć. I rzekł mi : Oto nieskażona droga Imienia.  I zaprawdę, nic z  tego wszystkiego nie chciałem wiedzieć, gdyż mój rozum tego nie przyjmował. On powiedział: – Bardzo głupio zrobiłem żem Ci to pokazał. Wkrótce potem, w dwa miesiące później, gdy moja myśl wyzwoliła się z wszystkiego, co materialne, i uświadomiłem sobie, że coś dziwnego dzieje się we mnie. Którejś nocy postanowiłem zająć się łączeniem z sobą Liter, a potem medytować nad nimi metodą filozoficzną, nieco inaczej niż zwykle robię to teraz. I tak robiłem przez 3 noce, nic mu nie mówiąc. Trzeciej nocy, gdy już północ minęła, trochę się zdrzemnąłem z piórem w dłoni i papierem na kolanach. Wtedy spostrzegłem, że świeca lada chwila zgaśnie. Wstałem więc aby ją oporządzić tak jak to zwykle czyni człowiek na jawie. I zobaczyłem, że światło nadal płonie. Byłem bardzo zdziwiony. Ale sprawdziwszy dokładniej, przekonałem się, że światło wychodzi ze mnie samego. Powiedziałem: – nie wierzę w to. Chodziłem tu i tam po całym domu, ale rzecz zdumiewająca – światło chodziło wraz ze mną. Położyłem się do łóżka, przykryłem całkowicie, ale to światło było ze mną przez cały czas. Powiedziałem:  – Oto zaiste wielki znak i coś dla mnie zupełnie nowego. Nazajutrz powiedziałem o tym mojemu nauczycielowi pokazując mu karty, całkowicie pokryte kombinacjami Liter. Pogratulował mi  i rzekł:- Synu jeśli poświęcisz się kombinowaniu Świętych Imion, doświadczysz rzeczy jeszcze większych, teraz jednak musisz przyznać, że nie możesz już porzucić sporządzania tych kombinacji, zajmij się nimi teraz po połowie. Przez pół nocy łącz ze sobą litery, a przez 2 pół zamieniaj je miejscami. Praktykowałem te metodę przez jakiś tydzień. W 2 tygodniu, potęga mej medytacji tak się wzmogła, że ledwo nadążałem z zapisywaniem kombinacji Liter, jakie automatycznie cisnęły mi się pod pióro, tak, że nawet 10 ludzi nie potrafiłoby zapisać tylu kombinacji ile mnie napływało do głowy. Wreszcie, gdy którejś nocy owładnęła mnie ta siła, a północ czas, kiedy ta siła szczególnie wzbiera, ciało zaś słabnie – już przeminęła, zabrałem się do permutowania i kombinowania wielkiego Imienia Bożego składającego się z 72 liter, po chwili jednak litery urosły w mych oczach do wielkości potężnych gór, ciało me ogarnęło silne drżenie, także nie mogłem się opanować, włosy zjeżyły mi się na głowie i miałem wrażenie jakbym był na innym świecie. Runąłem na podłogę i siły opuściły mnie zupełnie. Ale o to coś na kształt słów wypłynęło z mego serca, dotarło do warg i zmusiło je do ruchu. Pomyślałem: czyżby? Boże uchowaj! Zagnieździł się we mnie duch obłędu? wszelako nie – to była czysta Mądrość. Powiedziałem:- za prawdę to jest Duch Mądrości. Po krótkiej chwili odzyskałem naturalną siłę podniosłem się b. osłabiony, lecz nadal nie wierzyłem, i jeszcze raz jak wprzódy zająłem się Świętym Imieniem i stało się ze mną to, co przedtem. Lecz nie wierzyłem nadal, pókim nie powtórzył tego ze 4, 5 razy. Wstawszy nazajutrz opowiedziałem o wszystkim memu nauczycielowi, a ten rzekł do mnie: – A któż ci pozwolił tykać się Imienia?! czyż nie powiedziałem, że możesz tylko przestawiać litery? To, co ci się przydarzyło, właściwe jest tylko prorokom b. wysokiego stopnia!  Chciał mnie od tego uwolnić, widział, bowiem, że moja twarz jest odmieniona. Ja jednak rzekłem do niego: – W Imię Niebios, raczej zechciej użyczyć mi jakiejś mocy bym mógł zapanować nad siłą wypływająca z mego serca i wchłonąć ją w siebie. Otóż pragnąłem tę siłę przyciągnąć do siebie tak, by się wlała we mnie, by była niczym tryskające źródło, które napełnia wodą wielki zbiornik. Gdyby człowiek nieprzygotowany do tego odpowiednio otworzył śluzy utonąłby w tej wodzie i wyzionął ducha. Mistrz powiedział: – Synu takiej mocy może ci udzielić tylko Bóg, człowiek nie jest w siłach tego zrobić. Owej nocy szabatowej ta siła również działała we mnie w równie podobny sposób już przez 2 pełne doby nie mrużąc oka medytowałem nad permutacjami liter, ale również nad głównymi zasadami rządzącymi poznaniem prawdziwej rzeczywistości ,tudzież usuwaniem wszytskiego co zewnętrzne, gdy wtem otrzymałem 2 znaki świadczące o właściwym otwartym nastawieniu mego Ducha. Pierwszym było spotęgowanie się naturalnego myślenia o głębokich problemach wiedzy, osłabienie ciała i umocnienie Duszy. Także w końcu stałem się bez reszty Duszą,. 2 znakiem było to, że silnie wezbrała we mnie wyobraźnia i zdało mi się, że mój mózg wnet się rozpęknie. Wówczas byłem już pewien, że byłem gotów do przyjęcia Imienia. I w rzeczy samej tejże nocy szabatowej, poważyłem się medytować o niewyrażalnym imieniu boga J-H-V-H, gdym tylko jednak tknął się Go, osłabłem, a jakiś głos wybiegł ze mnie: – Z pewnością umrzesz, nie będziesz żyć! Któż ci pozwolił się dotknąć Wielkiego Imienia. I oto zaraz upadłem na twarz błagając Boga:  – Władco świata, znalazłem się w tym miejscu jedynie ze względu na Niebiosa, w czystej intencji – jak Twoja wspaniałość o tym wie. W czym zgrzeszyłem? Jakie przykazanie naruszyłem?, chodziło mi tylko o poznanie Ciebie, czyż nie Dawid polecił Salomonowi: – Poznaj Boga swego Ojca i służ mu. I czyż nauczyciel nasz Mojżesz – niech pokój będzie z Nim- nie objawił nam w Torze: – Pokaż mi teraz Twoją drogę abym Cię poznał i bym znalazł łaskę przed Twoim obliczem. I oto, gdym jeszcze mówił, od stóp do głów namaścił mnie olej, podobny olejowi namaszczenia z dzisiejszego pisma i pochwyciła mnie ogromna radość , tak uduchowiona , słodka i czarowna, że wprost opisać jej niepodobna. Wszystko to przydarzyło się twemu słudze u samego początku. A opowiadam o tym – Bóg mi świadkiem, nie, aby się chełpić i wydać wielkim w oczach pospólstwa, bo dobrze wiem, że wielkość to w oczach pospólstwa wada, a marność dla tych co zabiegają o wyższą doskonałość, która w rodzaju gatunku tak się różni od pospólstwa jak światło od mroku.(…)”

Akademia Jungowska w Bielsku – Białej

Z przyjemnością informuję, że od września w Bielsku-Białej gościć będzie Akademia Jungowska wraz z  dr hab. Mirosławem Pirógiem.  Zajęcia będą się odbywały raz w miesiącu w studio Dakinii.

Poniżej znajduję się plakat wydarzenia oraz szczegóły.

SERDECZNIE ZAPRASZAMY wszystkich zainteresowanych!

AJ                                              aby powiększyć plakat proszę kliknąć

Akademia Jungowska to nazwa cyklu spotkań poświęconych psychologii C.G. Junga, prowadzonych przez dr hab. Mirosława Piróga od 2010 roku.

Akademia Jungowska to cykl spotkań, których celem jest zapoznanie jej uczestników z psychologią głębi C.G. Junga. Adresowana jest do wszystkich osób interesujących się rozwojem wewnętrznym, samopoznaniem i pomaganiem innym. W czasie spotkań będziemy mieli okazję zapoznać się z podstawami psychologii Junga. Ta strona będzie przekazywała wszelkie informacje o działalności Akademii w różnych miejscach, jak również będą tu pojawiały się informacje o psychologii Junga i związanych z nią wydarzeniach. Zapraszamy do uczestnictwa i kontaktu! Chcesz by Akademia zagościła Twoim mieście, skontaktuj się z nami!

Mirosław Piróg
Magdalena Janusz (Bielsko-Biała)

POSZCZEGÓLNE PANELE:

„Akademia Jungowska” 

Część pierwsza

Tematy Spotkań:

1. Struktura psychiki według C.G. Junga – świadomość, typy psychologiczne.

W czasie spotkania zapoznamy się z postacią C.G. Junga, jego życiem i twórczością. Poznamy strukturę psychiki człowieka w jego ujęciu, zbadamy funkcje świadomości, postawy psychiczne i określimy swój typ psychologiczny.

2. Nieświadomość – kompleksy, archetypy, symbole.

W czasie tego spotkania skupimy się na roli kompleksów w naszej psychice i sposobach radzenia sobie z nimi. Poznamy też sposoby manifestowania się nieświadomości zbiorowej i jej archetypów, wewnętrznych wzorców kształtujących nasze życie.

3. Archetypy indywiduacji – cień, anima/animus, jaźń.

Te zajęcia będą poświęcone procesowi rozwoju duchowego, nazwanego przez Junga indywiduacją. Omówimy kolejne jego etapy – od konfrontacji z cieniem, przez archetypy animy i animusa, aż do archetypu jaźni.

4. Marzenia senne – droga do nieświadomości (warsztat).

W czasie tych zajęć zastosujemy zdobytą wiedzę o naszej psychice, analizując sny. Marzenia senne stanowią „królewską drogę do nieświadomości”, a ich analiza pozwala na praktyczne wprowadzenie psychologii jungowskiej w nasze życie.

W części drugiej proponuję następujące tematy:

1. „Druga połowa życia, jaźń i duchowość”. W czasie zajęć poruszymy w perspektywie jungowskiej takie tematy jak sens życia, spełnienie, religia i śmierć. 

2. „Symbol według Junga. Psychologia mandali”. W czasie zajęć zapoznamy się z rola jaką w naszym życiu pełni symbol, czerpiąc przykłady z marzeń sennych. Następnie przejdziemy do praktycznych warsztatów z mandalą.

3. „Alchemiczna symbolika związków. Psychologia przeniesienia”. Zajęcia będą poświęcone symbolice alchemicznej, ze szczególnym uwzględnieniem jej zastosowania w relacjach pomiędzy płciami.

4. „Symbole życia”. Życie to rzeka, do której nie wchodzimy dwa razy…W podsumowującym spotkania warsztacie wykorzystamy naszą znajomość psychologii Junga w interpretowaniu wydarzeń z naszego życia.

Koszt: 40 zł za spotkanie/ 80 zł warsztat.

dr hab. Mirosław Piróg (1964) – pracownik naukowy Instytutu Filozofii Uniwersytetu Śląskiego. Studiował fizykę teoretyczną oraz filozofię na Uniwersytecie Śląskim. Od ponad 20 lat zajmuje się psychologią głębi Carla Gustava Junga, a zwłaszcza problematyką symbolu i oświadczenia religijnego. Prowadzi wykłady i seminaria ukazujące powiązania pomiędzy współczesną nauką a starożytnymi tradycjami mądrościowymi. Autor książek „Psyche i symbol” (Kraków, 1999), „Williama Jamesa filozofia doświadczenia religijnego” (Katowice, 2011), redaktor „Odcieni gnozy” (Katowice, 2007) oraz kilkudziesięciu artykułów. Członek rady naukowej pisma „Hermaion” Warszawa), poświęconego badaniom nad zachodnią tradycją ezoteryczną. Stały współpracownik pisma „Albo-albo. Problemy psychologii i kultury” (Warszawa). Prezes Stowarzyszenia Rozwoju Myśli Filozoficznej „Eudaimonia”. Prywatnie wielbiciel kotów, dobrych książek, oraz autor baśni filozoficznych.

Miejsce:
Studio Dakini, Bielsko-Biała, ul. Partyzantów 44

Informacje i zapisy:
Magdalena Janusz tel. 530 426 506, jmagdalena33@gmail.com
Rezerwacja następuje po zgłoszeniu (mailowo lub telefonicznie) oraz opłaceniu pierwszych zajęć.

Zapraszamy!

strona facebookowa: https://www.facebook.com/AkademiaJungowska/info

Jayanti🙂

SOBOTY Z ASTROLILITH czyli Astrologia Ewy Kornafel

SOBOTY Z ASTROLILITH

Rozpoczynamy od niezwykłych wykładów dotyczący historii kobiecości, które poprzedzają warsztaty, dzięki którym zdobywamy praktyczną wiedzę wykorzystania astrologii w życiu codziennym i uczymy się dbać o naszą energetykę przy wsparciu wiedzy astrologicznej. Uczymy się przywracać pierwotny kontakt z naturą, , dla zdrowia, zachowania witalności zgodnie z rytmami natury.

Terminy i tematy :

29 czerwca – wykład : Lilith w mitach i symbolice.

– warsztaty: Komunikacyjne szlaki energetyczne, czyli aspekty i konfiguracje:
Rozróżnienie małych i dużych aspektów, harmonijnych i nieharmonijnych.
Kolejna odsłona, dzięki której uczestnik zrozumie, dlaczego niektórzy ludzie ciągle zmieniają istniejący stan rzeczy, co wspiera każdego w życiowej drodze
da odpowiedź na pytanie, co można zrobić, by wykorzystać własny potencjał do maksimum.
„Cztery korzenie wszystkich rzeczy: Ogień, Ziemia, Powietrze, Woda” – Empedokles

ek
13 lipca – wykład : Planetarne archetypy kobiecości – Wenus i Luna w mitach

– warsztaty: Zodiak- ewolucja pojedynczego człowieka:
Dwanaście pól energetycznych- znaki zodiaku i ich jakości – charakterystyka.
Po tej części zrozumiałe się stanie, dlaczego Bykowi ciężko pojąć Strzelca, a Koziorożcowi trudno wyperswadować zapędy dyktatorskie.
Naprawdę, lepiej zrozumiemy bliskich…

24 sierpnia – wykład: Kobiecość w pełni: Lilith, Wenus i Luna

– warsztaty: Tranzyty i progresje planetarne. Analiza i interpretacja horoskopu.

Wykład odbywają się w godzinach 10:00-11:30
Warsztaty odbywają się w godzinach 12:00-16:30, w tym 30-minutowa przerwa

Prowadzenie: Ewa Kornafel – ASTROLILITH – filolożka, astrolożka, wielbicielka i badaczka prastarych mitów, która astrologię propaguje od 1998 roku. Jej nauczycielami byli Leszek Weres, Jarosław Gronert, Verena Bachmann, Claude Weiss. Aktualnie praktykuje astrocoaching, u najlepszych ekspertów w Niemczech by przenieść najlepsze praktyki w tej dziedzinie na teren Polski, w czym bezwzględnie będzie prekursorką. Szczególnie pasjonujące dla niej są kosmiczne archetypy kobiecości, stąd tak wielkie znaczenie przywiązuje do Lilith, Księżyca i Wenus w horoskopie. Autorka książki „ Lilith, zakazana kobiecość”. Od lat zajmuje się profesjonalnym przygotowaniem horoskopów, doradztwem dla osób prywatnych i dla firm. Prowadzi kursy i warsztaty w Krakowie, Katowicach, Rybniku i Raciborzu. I po raz pierwszy w Warszawie.

NIEDZIELE Z TAŃCAMI BOGINICZNYMI –
BĄDŹ W SWEJ KOBIECEJ MOCY !

Zapraszam do tańca, by doświadczać swej mocy coraz lepiej i w pełni na każdym poziomie. Wprowadzenie dotyczące Bogini, która będzie Matronką danego spotkania poprowadzi Ewa Kornafel – AstroLilith. Tańce i procesy pracy z ciałem i w ciele, związane z tematem poprowadzi Justyna Durmaj (wspólnota Dzika Gracja). Celem warsztatów jest poznanie wielu możliwości pracy z ciałem (w tym m.in. tańce orientalne – brzucha, afrykańskie, combo, intuicyjne) i czerpanie radości z odkrywania ujawnianego w ten sposób potencjału. Dzięki temu nasze życie staje się bardziej świadome. Uczymy się słuchać ciała, siebie i swoich potrzeb.
Doświadczamy, że
– taniec wynosi nas tam, gdzie wzrok nie sięga,
– ruch uwalnia nas spod kontroli umysłu,
– ciało przekształca się w esencję,
– celem staje się być, czuć i doświadczać MOCY w pełni
– kształcimy świadomość ciała i dzięki temu świadomość siebie.

Wtedy Tworzy się przestrzeń dla nowych jakości. Uwalniamy często to, co skrzętnie ukrywamy.
Doświadczamy prawdy swoich możliwości. Otwieramy się na siebie i innych.
Doceniamy i eksponujemy nasz POTENCJAŁ.
„Podczas każdego tańca, któremu oddajemy się z radością, umysł traci swoją zdolność kontroli, a ciałem zaczyna kierować serce” Paulo Coelho
Terminy i tematy:
30 czerwca – INANA. Wskrzeszenie Kobiecości. Ładowanie naszych akumulatorów mocy kobiecej.
14 lipca – HEKATE. Moc Sprawcza. Identyfikacja i realizacja potrzeb własnych.
Doceniam magię swoich potrzeb.
25 sierpnia – KALI/ KIRKE / Początek nowej „Ja”. Jak kreatywnie wykorzystać negatywne emocje by zachować balans emocjonalny. Transformacja emocji poprzez
doświadczanie.
Poniedziałki, godz. 19:00 „TAŃCE MOCY” – tańce i rytuały z Dziką Gracją – taniec i ruch jako wehikuł transformacji i uzdrawiania, budujący świadomość ciała i samoświadomość.

 

Szczegóły na :http://dzikagracja.pl/?sekcja=warsztaty&artykul=a7
***
Prowadzenie: Justyna Durmaj ( JuDu) – psycholożka, doradca rozwoju osobistego, twór¬czyni warsztatów i wspólnoty „Dzika Gracja”, które prowadzi od 2005 roku. Z „drugiej strony” PRowiec z ponad 20-letnim doświadczeniem na stanowiskach menedżerskich. Koncepcję warsztatów tworzyła jako antidotum na wieloletnią pracę w korporacjach oraz zmagania z codziennymi wyzwaniami, często o wysokim poziomie stresu. Połączyła wyjątkowy wpływ pracy z ciałem, tańca orientalnego oraz odmian tańców afrykańskich na ciało i psychikę. Wykorzystała ich dynamikę w połączeniu z terapeutyczną pracą nad emocjami, towarzyszącymi życiowym wyzwaniom oraz trudnym sytuacjom życiowymi dla poprawy jakości życia, uwolnienia indywidualnego potencjału i wyzwolenia radości życia. Uczestniczki stają się dzięki inspiracji pozyskanej podczas warsztatów odważne w podejmowaniu znaczących decyzji, zyskują świadomość ciała i odkrywają głębię swojej kobiecości i seksualności. Doświadczają potęgi swojej mocy. Od jakiegoś czasu twierdzi, że jest „dostawcą narzędzi”:) (więcej na : www.dzikagracja.pl).

Nowość !!!
Sesje indywidualne z kosmogramem w Warszawie z Ewą Kornafel – 2 x 45 min ( 2 h) koszt : 300 zł
Najbliższe terminy: 28 i 2 czerwca, 12 i 15 lipca, 23 i 26 sierpnia
Zapisy : dzikagracja@dzikagracja.pl lub telefonicznie 695 131369.

 

Strona Ewy Kornafel:  http://astrolilith.eu/

Trójsfera indyjskiej etyki

Trójsfera indyjskiej etyki

Studia filozoficzne Nr 10-11 (130-131) 1976 – Maria Krzysztof Byrski

Indie współczesne to tradycja i nowoczesność.  Klucz do Indyjskiej nowoczesności jest i naszym kluczem, bowiem Indyjska nowoczesność w lwiej części jest produktem tzw. Zachodu. Nie wszytsko jednak nawet w obrębie owej rzeczywistości da się tym kluczem otworzyć. Wszędzie tam gdzie tę nowoczesność modyfikuje tradycja, trzeba dodatkowo tym razem Indyjskiego klucza.  Właśnie tak rzecz się ma w dziedzinie etyki.  Współczesne indyjskie postawy świeckie są wypadkową ścierania się tradycji i nowoczesności.  Kluczem do zrozumienia i oceny tego, co w tych postawach tradycyjne, jest koncepcja trójsfery (trivarga). Jest to koncepcja z naszego  punktu widzenia w zasadzie ateistyczna, oparta na naukowej analizie rzeczywistości. Z tym zastrzeżeniem, że tradycyjna nauka indyjska (śastra) nie we wszystkich aspektach odpowiada współczesnemu pojmowaniu tego terminu.

W 1922 roku uczony misjonarz angielski J. McKenzie pisał: „Hinduizm nie ma filozofii moralności. Nie ma również aluzji do takiej filozofii w jego literaturze religijnej” . I dalej:

1.       Filozofia hinduizmu we wszystkich swoich różnorodnych formach dostarcza podstaw jedynie dla etyki kwietystycznej, a nie dla pokierowania aktywnym życiem człowieka w społeczeństwie.

2.       Kontakt z Indiami jest trudny. Automatyczne przymierzanie standardów może, a nawet musi kończyć się demonstracją żenującej ignorancji, jak w przypadku wyżej przytoczonej opinii. Słusznie też McKenzie otrzymał odprawę od P. V. Kanego. Tyle, że ten ostatni ograniczył się do zdawkowej polemiki z płytkimi argumentami Anglika, nie odpowiadając wprost na zacytowany wyżej jego główny argument.

3.       Dlaczego tak się dzieję, że Hindusi, nie tylko w dobie najnowszej, nie formułują swojej wielkiej, podstawowej zasady etycznej której brakło McKenziemu?

Na pytanie to odpowiedzieć nie łatwo. Bo rzeczywiście chyba nie było osobnego dzieła poświęconego teoretycznemu wykładowi absolutnie podstawowego dla etyki indyjskiej pojęcia trójsfery ludzkiej egzystencji, tzw. Trivarga lub purusartha.1

1.                Varga znaczy kategoria, purusartha znaczy cel człowieka W latach późniejszych dodano 4 pojęcia Mokszę czyli wyzwolenie. Pojęcie mokszy jest nadrzędne do uprzednio wymienionych.

4.       Jest to przecież pojęcie nadzwyczaj często używane tak w starej literaturze specjalistycznej, jak i przy kompilowaniu antologii poetyckich.

5.       Być może stało się tak dlatego, że pojęcie to dla Hindusów było tak oczywiste i nie wymagało teoretycznego uzasadnienia. Ostrożniej jednak będzie przypuścić możliwość istnienia takiego dzieła i jego późniejszego zaginięcia. Hindusi bowiem dość precyzyjnie obserwowali i opisywali zjawiska właśnie tej kategorii. Tym bardziej jest możliwe, że w wielu dziełach znajdujemy różnorodne wzmianki dotyczące pojęcia trójsfery, albo nieco dłuższe na ten temat wywody.

6.       To właśnie jednym z takich dzieł, w słynnej skądinąd Kamasutrze, drugi rozdział pierwszej części są wykładem teorii trójsfery, czyli ZACNOŚCI (dharma), MIŁOWANIA (kama) i DOBROBYTU (artha).

7.       Niemniej przeto bezspornym jest pewne niedoformułowanie tej teorii nawet w najnowszym dziele na ten temat, jakim jest książka Premvallabha Tripathiego.

8.       Sytuacja taka upoważnia do podejmowania mniej lub bardziej samodzielnych prób sprecyzowania takiej torii.

Manu w Traktacie o zacności (Manaradharmaśastra) I 81-81:

W wieku kryta Zacność, prawda

Bez uszczerbku czworonożne [sic!]

Są i nikt nic nie uzyska,

Niegodziwość kim kieruje.

Za to w wiekach pozostałych

Dzięki takim zyskom właśnie

Zacność w każdym z trójki wieków

Przez złodziejstwo, nieuczciwość

I fałsz oto podupada,

Tracąc nogę swą po nodze.

 

                                                         TRZY POSTAWY

Tak właśnie postąpił Karl Potter, który sugeruje słowo „postawa” jako najadekwatniej wyrażające wspólną treść owych trzech sfer. A więc postawę w sferze Dobrobytu Potter określa jako  postawę minimalnego zaangażowania, zazwyczaj przyjmowaną wobec tych wszystkich przedmiotów czy osób, a nawet siebie samego, gdy musimy się nimi posługiwać, zapewniając sobie egzystencję.

Postawę w sferze Miłowania z kolei określa Potter jako postawę namiętnego stosunku do czegokolwiek w otaczającym nas świecie. Cechą charakterystyczną tej postawy, według Pottera, jest posesywność wobec i zależność od jej obiektu.

Wreszcie postawę w sferze Zacności uczony ten określa jako postawę maksymalnego zaangażowania, postawę traktowania jak siebie samego i w duchu szacunku rzeczy uważanych  zwykle za różne od siebie samego.  Przy czym ma tu miejsce obejmowaniem własnym ja innych. Jest to jednym słowem postawa traktowania innych jako zasadniczej kontynuacji nas samych. Uczony amerykański zrobił istotny i trudny krok w kierunku zinterpretowania dla świata współczesnego tych arcyciekawych pojęć. W formie przez niego proponowanej, rzeczywiście układają się one w  konkretną całość. Niemniej przeto zarówno zmiana ich tradycyjnej hierarchii (Miłowanie jest najmniej ważną sferą) bez koniecznego wyjaśnienia, jak i całkowite pominięcie indyjskich opinii w tej sprawie, które wbrew przeciwnym zapewnieniom autora – znajdują się jednak w tekstach sanskryckich, powoduje, że przyjmując zasadnicze założenie tej interpretacji, jak i w pewnym sensie jej kierunek, czuję się uprawniony do zaproponowania nieco odmiennego komentarza, który moim zdaniem trafniej wyraża pojęcie trójsfery.

                  KOSMOGONICZNE ODNIESIENIA TRÓJSFERY

Pierwsza lekcja TRAKTATU O ZACNOŚCI, czyli tzw. Manusmryti, zawiera nadzwyczaj interesujący wykład kosmogoniczny. Absolut nieprzejawiony staje się sam bytem. Potem tworzy wody i składa w nich swoje nasienie, które staje się złotym jajem.

W tamtym jaju Pan Czcigodny

Spędził cały rok okrągły

I sam mocą własnej myśli

Jajo owo przepołowił.

Z tych dwóch części potem stworzył

Niebo, ziemie i ten przestwór,

Który trwa pomiędzy nimi.

…………………………………………

Z siebie zaś On myśl wyłonił

Co jest bytem i niebytem

Z myśli znów świadomość siebie

Tę Osobę co postrzega.

Zatem wielką Jaźń i wszystko

Z trzech przedmiotów zbudowane.

Potem zmysłów pięć kolejno

Co wrażenia odbierają.

Wreszcie szóstki tej drobiny

O energii niezmierzonej

Z cząsteczkami jaźni własnej

Wiążąc, życie dał stworzeniom.

A ponieważ tych sześć cząstek

Kształtu jego, ich podstawą,

Więc też mądrzy ten kształt jego

Właśnie ciałem nazywają.

(Manusmyti with the Manubhasya of Medhatithi, Calcutta 1932, str. 14-15, I 12-17)

W procesie ewolucji rzeczywistości, czy może trafniej byłoby powiedzieć: w momencie stworzenia, wraz z niebem I ziemią wyłania się MYŚL (manas, która odniesiona do podmiotu stworzenia, jakim jest OSOBA (iśwara), jest określona jako świadomość SIEBIE (ahamkara). Owa świadomość skierowana na zewnątrz staje się wielką Jaźnią (mahantam atmanam), czyli ROZPOZNANIEM(samjina) wszystkiego co stworzone z trzech przymiotów (guna) DUCHOWOŚCI (sattva), ENERGII (rajas), i CIEMNOŚCI (tamas) – stanowi rzeczywistość postrzegalną poprzez zmysły.  Wreszcie agregat złożony z rozpoznania, pięciu zmysłów oraz cząstek własnych Stwórcy, obdarzony życiem staje się ciałem. W tym obrazie świadomość jest elementem umożliwiającym postrzeganie. Można by nawet powiedzieć, że postrzeganie jest po prostu aktywną świadomością, przy czym z przytoczonego tu fragmentu Traktatu o Zacności wynika, że świadomość znajduję się już po stronie immanentnej Absolutu, a więc, że jest kategorią rzeczywistości dyskursywnej. Kontakt świadomości z pozostałą rzeczywistością zapewniają zmysły, dla których glebę niejako stanowi życie. W  tej sekwencji stworzenia na szczególne podkreślenie zasługują trzy aspekty: aspekt świadomościowy, emocjonalny i fizyczny.  Są to bowiem aspekty określające całkowicie ludzka egzystencję. Otóż jako kategorię rzeczywistości postrzegalnej, charakteryzuje je niezupełność, ów ładunek dodatni lub ujemny, który czeka na neutralizację, na spełnienie. Spełnienie to jest niczym innym jak odnalezieniem pełni BYTU ABSOLUTNEGO. Powstaje więc pytanie: Jak dochodzi do tego spełnienia w sferze świadomości, jak w sferze emocji i jak w sferze egzystencji materialnej?

LEO

                                         MECHANIZM SPEŁNIENIA

Biorąc asumpt z kosmogonicznej wizji Manu zawartej w Traktacie o Zacności, wyobraźmy sobie rzeczywistość absolutną jako koło. Zasadniczym i pierwotnym aktem stworzenia jest jego przepołowienie. Jest to pierwsza faza procesu dalszego podziału. W rezultacie tego podziału, nasze koło zmienia się w układankę rebusową.  Rozrzucenie tej układanki jest ŚMIERCIĄ ABSOLUTU – archetypem każdej śmierci. Z drugiej znów strony jest ono źródłem istnienia rzeczywistości postrzegalnej.  Absolut jednocześnie trwa niezmienny i jednocześnie tworzy rzeczywistość postrzegalną a więc umiera. Jednym z rozrzuconych elementów tej układanki jest człowiek, innym świadomość, której jest on nosicielem.  Postrzeganie niezupełności poszczególnych fragmentów  uzmysławia świadomości jej własną niezupełność. Układanie natomiast tego rebusu w harmonijną całość poprzez działanie zgodne z wizją owej całości przynosi również spełnienie samej świadomości. Stąd wypływa poczucie bycia w porządku, pasowania, przystawalności wzajemnej wszystkich fragmentów układanki – rzeczywistości, nie wyłączając również samej świadomości.  Ja to już wspomniałem świadomość kontaktuje się z rzeczywistością postrzegalną poprzez zmysły. Tak więc świadomości musi towarzyszyć w normalnych warunkach, w mniejszym lub w większym stopniu satysfakcja zmysłów. Satysfakcja ta wyraża się uczuciem rozkoszy. Przy czym i w tym przypadku obowiązuje zgodność działania z wizją rzeczywistości. Bowiem prawdziwa rozkosz – to jest taka, która żywi również świadomość – może być rezultatem zaspokajania potrzeb zmysłów jedynie w zgodzie z prawdziwą wizją rzeczywistości. Życie stanowi glebę dla zmysłów. Otóż satysfakcja z życia, czy może zręczniej – satysfakcja w dziedzinie egzystencji materialnej, stanowi ostatni aspekt ludzkiego bytowania. Elementy układanki – rzeczywistości powodowane odśrodkową siłą stwórczą, uruchomioną przez pierwszy akt podziału, dążą do dalszej multyplikacji i do tworzenia nowych bytów kosztem śmierci poprzednich. Świadomość która w tym łańcuchu podziału jest w wystarczającej mierze zawarta jedynie w człowieku, musi się bronić na płaszczyźnie egzystencji fizycznej. Stara się więc zatrzymać te elementy, które składają się na człowieka. I to jest właśnie chęć życia w człowieku, wyrażająca się w szukaniu odpowiednich warunków życia a przede wszystkim w zaspakajaniu głodu i pragnienia. Sferę satysfakcji świadomości Hindusi określają mianem ZACNOŚCI Sferę satysfakcji uczucia mianem Miłowania, a sferę satysfakcji materialnej – mianem Dobrobytu.

                                                           ZACNOŚĆ

Śankaracarya w komentarzu do Bhagavadgity nazywa ZACNOŚĆ „postrzegalną przyczyną rozwoju i wyzwolenia istot żywych” podkreślając tym samym rolę tej sfery w osiąganiu ostatecznego celu człowieka, na który składa się przede wszystkim satysfakcja świadomości. Ponieważ w sensie chronologicznym antenatem tego pojęcia jest wedyjskie ryta (rta) dlatego nie od rzeczy będzie zacząć bliższą charakterystykę indyjskiej ZACNOŚCI od omówienia tego wcześniejszego pojęcia. Radhakrishnan tak pisze „ Ryta, to w dosłownym znaczeniu porządek rzeczy” Wyraża ono wszelkie prawa w ogóle i jest samą SPRAWIEDLIWOŚCIĄ. Pojęcie to musiało być początkowi zasugerowane regularnością ruchów Słońca, Księżyca i Gwiazd, przemian dnia i nocy, a także pór roku. Ryta oznacza porządek świata. Wszystko co jest uporządkowane we wszechświecie, ma Rytę za swą zasadę.” Warto tu pamiętać , że etymologicznie wyraz ten jest związany  z wyrazem arte, który również sugeruje harmonię. W rezultacie można bezpiecznie konkludować, że Ryta to ów harmonijny modus operandi rzeczywistości. Ale dalej: „ skoro Ryta ustanawia również normy MORALNOŚCI , więc też nic dziwnego, że iż wolna sama staje się moralnością. Dobrzy ludzie chodzą drogą Ryty. Waruna, doskonały przykład wyznawcy Ryty jest „dhrtavraa” – o NIEZMIENNYCH OBYCZAJACH. Tak oto w kontekście ryty pojawia się pojawia się pierwiastek „dhr”, znaczący tyle co PODTRZYMYWAĆ, ZACHOWYWAĆ i od którego wywodzi się słowo DHARMA. Dharayate lokam iti dharmach – podtrzymuje świat więc dharma. Podobnie rycie, dharma, czyli ZACNOŚĆ jest ostoją całego świata. „Do człowieka ZACNOŚCI uciekają się wszyscy ludzie. Zacność gładzi grzechy. Wszystko jest osadzone w Zacności. Dlatego o Zacności powiadają, że jest tym najwyższym”.

Niezwykle interesująca jest definicja Zacności w Kamasutrze. Wynika z niej, że postępownie w zgodzi z nauką (śastra) jest Zacnością. I tu dotykamy sprawy najważniejszej. Definicja ta bowiem określa Zacność jako podstawę w DZIAŁANIU. Jeśli jeszcze dodam, że tak jak w naszym kręgu kulturowym, również w Indiach między nauka i prawda stawiano znak równania, to stąd wniosek, że Zacność to znaczy tyle, co żyć w zgodzie i w harmonii z tym co uznajemy za naukowy, ergo prawdziwy obraz rzeczywistości. I to na tym właśnie zdaje się polegać owa satysfakcja świadomości. Ponieważ wiem, że jest tak a tak, będę uważał się za zacnego, prawego i sprawiedliwego, jeśli postąpię zgodnie z moją wiedzą. To przecież nie kto inny, lecz sam Manu powiada:

Pośród bytów, te co żyją,

Są najlepsze, a wśród żywych

Te, co myślą, wśród myślących

Znowu ludzie, a wśród ludzi

Najlepszymi są bramini.

Wśród braminów zaś uczeni

Wśród uczonych, ci co mają

Bardzo mocne przekonania.

Pośród nich zaś ci, co w życiu

Zgodnie z nimi postępują.

Sprawę można by w tym miejscu uznać za wyjaśnioną, gdyby nie owa wcześniej przytoczona etymologia słowa dharma. Przypisuje ona temu pojęciu jakiś niezależny byt oraz funkcję podtrzymywania świata. Otóż dharama,  podobnie jak wcześniejsza rta nie oznacza tylko postępowania zgodnego z porządkiem wszechrzeczy, ale również określa ten porządek – po prostu jest nim. Jeżeli jeszcze dodamy, że po okresie wydyjskim zostało odnalezione i rozwinięte przeświadczenie, że wypełnienie lub niewypełnienie indywidualnej dharmy ma bezpośredni wpływ na ów porządek, to będziemy mieli całkowity obraz tego pojęcia. Oczywiście ma to dla nas dzisiaj posmak mistyczny, aczkolwiek łatwiej już nam to zrozumieć. Przecież postępowanie jednostki znajdującej się w odpowiednio newralgicznym punkcje naszej cywilizacji (przysłowiowy guzik od rakiet atomowych) niewątpliwie mieć będzie wpływ na to, co przynajmniej z naszej perspektywy jest już wszechświatem. Podobnie łatwo nam przyjąć, że suma zachowań jednostkowych ma dodatni lub ujemny wpływ na otaczający nas świat. Jakże wymownym tego dowodem są nasze kłopoty ekologiczne. W kontekście indyjskim dokładnie tak było zrozumiałe zjawisko warnasankary, czyli mieszania się stanów przez małżeństwa, które prowadzi do totalnej ruiny. Reasumując dotychczasowe uwagi powiedzieć chyba można, że satysfakcja świadomości w nurcie ZACNOŚCI świeckiej, czyli aktywnej, polega na byciu w porządku wobec rzeczywistości i jej praw opisanych w nauce (śastra). Otóż kolejne pytanie dotyczy charakteru tego opisania i co za tym idzie – bardziej szczegółowej charakterystyki samej ZACNOŚCI.

CDN.

W następnej części:

Rytuał, Miłowanie, Dobrobyt, Podstawowe konflikty moralne, Biedy Żywota Ludzkiego, Realizm Etyczny.

UJ_Koziorożec